środa, stycznia 03, 2007

dzien 4

dzien 4...
wedlug japonczykow pechowa cyfra... nie widze roznicy miedzy dniem nr 3 a 4... tkwie w tym samym gownie! ... a nie, przepraszam, przestalo padac!

deszcz odkryl kolejne dziwnosci tego kraju, a mianowicie brak kanalow odprowadzajacych deszczowke... nie polecam chodzic po miescie, a w szczegolnosci chodnikami przy glownych trasach :) pozytywna strona - nie ma smoguuuuu!!! przynajmniej nie smierdzi!

podobnie jest ze sniegiem, kiedy juz spadnie, czeka na lepsze i cieplejsze dni, az sie roztopi (na chodnikach oczywiscie).

do kolezanki chicharry: chwilowo nie dysponuje zadnymi zdjeciami kobiet (poza jedna, ktora znasz hehe), ale jak cos znajde na necie, bezzwlocznie zamieszcze :)

a tak i zapomnialem dodac, ze od kiedy przyjechalem, nic sie nie zmienilo... mam depresje, ale powoli z niej wychodze. nie draznic mnie grrrrrrr

allora, in questi giorni non so perche vivo... sono come una macchina... mi sveglio ogni mattina, mi lavo, faccio la colazione, vado al lavoro, torno dal lavoro, vado a prendere il caffe, torno, guardo la tv, leggo un po, faccio il bucato, vado a letto...
ogni fottuto giorno faccio lo stesso... per fortuna leggo un po, pero non lo cambia tanto! quando vado in citta a prendere il caffe, lo prendo da solo! i bosniaci sono stranissimi!!! non so perche, ma fino a oggi non sono riuscito a parlare con nessuna ragazza!!! oltre alcune quando chiedevo dove e qcosa etc. sono troppo chiuse per me e prevalentemente sedono a casa!... shit!
oppure io non so parlare con loro... beh...
scappo! baci
oppure io non so parlare con loro... beh...

Brak komentarzy: