wracam do polski!!!
cena mojej samotnosci byla jednak zbyyyyyyyyyyt niska! ladnie podziekowalem i dzis wracam do polski :) mysle, ze na tydzien, a poznije jade do wloch... najprawdopodobniej do maceraty, ale zobaczymy...
dziwne uczucie... z jednej strony straaaasznie sie ciesze, ze wyjade z tego dzikiego kraju, z drugiej trace swoista stabilizacje... znowu wszystko na wariackich papierach, znowu trzeba bedzie sie martwic o finanse, o znalezienie pracy...
etap mojego zycia, ktory mozna nazwac tuzlanskim, nauczyl mnie kilku rzeczy. przede wszystkim szacunku dla pracy, swoistej pokory finansowej (mam na mysli organizacje wydatkow etc.), szeroko pojetej samodzielnosci... i czegos, o czym wam nie moge powiedziec :)
i wszystko sie jakos ulozy!!!
dzisiaj o horoskopach i wrozbach... po raz pierwszy poszedlem do "wrozki" we wrzesniu zeszlego rogu. bylo to w zenicy, a wrozka nazywala sie murveta (kurveta). tak sie jakos zlozylo, ze z moja ciotka bylismy u jej znajomej na kawie... i byla tam kobieta, ktora czyta z fusow... sprobowalem "dla jaj"... przerazilo mnie to, co slyszalem z jej ust, poniewaz mowila mi o tym, w jakiej sytuacji sie znajduje, jakie mam aktualnie problemy i co mnie czeka. z poczatku podchodzilem do jej interpretacji mojej przyszlosci z duza doza sceptycyzmu... ale powoli jej slowa zaczely sie sprawdzac! byc moze byl to efekt tzw. samospelniajacej sie przepowiedni, ale wszystko potoczylo sie tak, jak przepowiedziala...
pozniej byla historia z horoskopem w "jutarnijem listu"... tez "dla jaj"... ale pewne rzeczy sie sprawdzily :) nawet czesto sie sprawdzalo... do srody :) kiedy mi napisali, ze szef doceni moje zaangazowanie, ze z praca bedzie ok hahaha
jaki jest wniosek? ano taki, ze mimo wszystko nie nalezy wierzyc w takie pierdoly, bo jest to miecz obosieczny... raz sie sprawdzi, a raz nie...
a dzis jade do domu i jestem przeszczesliwy, bo wiem, ze wracam do cywilizacji, bo wiem, iz jade szukac swojego szczescia :) bo tu w bosni z pwenoscia bym go nie znalazl :)
i takim podnioslym akcentem zamykam tuzlanski etap mojego zycia... miejmy nadzieje, ze bedzie mi jeszcze dane napisac cos w naszym blogu :)
a dupa!
cena mojej samotnosci byla jednak zbyyyyyyyyyyt niska! ladnie podziekowalem i dzis wracam do polski :) mysle, ze na tydzien, a poznije jade do wloch... najprawdopodobniej do maceraty, ale zobaczymy...
dziwne uczucie... z jednej strony straaaasznie sie ciesze, ze wyjade z tego dzikiego kraju, z drugiej trace swoista stabilizacje... znowu wszystko na wariackich papierach, znowu trzeba bedzie sie martwic o finanse, o znalezienie pracy...
etap mojego zycia, ktory mozna nazwac tuzlanskim, nauczyl mnie kilku rzeczy. przede wszystkim szacunku dla pracy, swoistej pokory finansowej (mam na mysli organizacje wydatkow etc.), szeroko pojetej samodzielnosci... i czegos, o czym wam nie moge powiedziec :)
i wszystko sie jakos ulozy!!!
dzisiaj o horoskopach i wrozbach... po raz pierwszy poszedlem do "wrozki" we wrzesniu zeszlego rogu. bylo to w zenicy, a wrozka nazywala sie murveta (kurveta). tak sie jakos zlozylo, ze z moja ciotka bylismy u jej znajomej na kawie... i byla tam kobieta, ktora czyta z fusow... sprobowalem "dla jaj"... przerazilo mnie to, co slyszalem z jej ust, poniewaz mowila mi o tym, w jakiej sytuacji sie znajduje, jakie mam aktualnie problemy i co mnie czeka. z poczatku podchodzilem do jej interpretacji mojej przyszlosci z duza doza sceptycyzmu... ale powoli jej slowa zaczely sie sprawdzac! byc moze byl to efekt tzw. samospelniajacej sie przepowiedni, ale wszystko potoczylo sie tak, jak przepowiedziala...
pozniej byla historia z horoskopem w "jutarnijem listu"... tez "dla jaj"... ale pewne rzeczy sie sprawdzily :) nawet czesto sie sprawdzalo... do srody :) kiedy mi napisali, ze szef doceni moje zaangazowanie, ze z praca bedzie ok hahaha
jaki jest wniosek? ano taki, ze mimo wszystko nie nalezy wierzyc w takie pierdoly, bo jest to miecz obosieczny... raz sie sprawdzi, a raz nie...
a dzis jade do domu i jestem przeszczesliwy, bo wiem, ze wracam do cywilizacji, bo wiem, iz jade szukac swojego szczescia :) bo tu w bosni z pwenoscia bym go nie znalazl :)
i takim podnioslym akcentem zamykam tuzlanski etap mojego zycia... miejmy nadzieje, ze bedzie mi jeszcze dane napisac cos w naszym blogu :)
a dupa!
2 komentarze:
BEDZIE MARCIN!!!!!!!!! MAARCIIIIN BEDZIEEEEEEE!!! JUUUTROOOOOOOO!!!!! JUHUUUUUUUUUUUU!!!!!! nie do wiaryyyyy!!! :) :) :) yuhuuu! yippieeee!! :) :)
Eiiiiiiiiiiii Cattivoooooooo wracaaaaaaa!!!!!!!=)
Super!!!Il reincontro dei cattivi a Wroclaw!!:-)
Prześlij komentarz