


eeej cattivi!
weekend spedzilem nad morzem w pedaso i san benedetto. przechodzilem kolejne katharsis, ale wciaz tkwie po uszy w gownie... byc moze bede musial wrocic do polski - na stale... ale o tym pozniej... chwilowo korzystam z kazdej minuty tutaj i nie mysle o przyszlosci, przeszlosci...
niedzielny poranek spedzilem sam! nie macie pojecia, jakie to szczescie pobyc samemu choc przez chwile! wybralem sie na dluuuugi spacer (oczywiscie nad morze)... siedzialem, sluchajac huku fal uderzajacych o skaly, smialem sie do slonych kropel padajacych mi na ryj, wdychalem swieze, poranne powietrze pachnace rybami i sola, delektujac sie kazda chwila spedzona w samotnosci :) coz za szczescie nie musiec myslec, nie musiec sluchac, nie musiec odpowiadac... funkcjonowac po trosze niczym ameba :) spacerowalem wzdluz brzegu, po plazy, znajdujac ulamane obcasy, butelki, cegly, luski...
spotkalem bande 'portowych' kotow, ktore chcialy na mnie napasc, ale widocznie sie przeliczyly :) nie bylem bowiem 'nella dimensione italiana'. wiekszosc z nich byla czarna i z dzika przyjemnoscia przebiegala mi droge, zageszczajac mojego pecha :)
po raz pierwszy w zyciu zrozumialem, co to znaczy karnawal! w zadarze (w formie kieszonkowej)i san benedetto (na calego)! ludzie przebieraja sie, wychodza na ulice, spiewaja, tancza, pija... udekorowane platformy leniwie przemierzaja centrum miasta, wraz z tlumem bawiacych sie ludzi :) szal, dziki szal :)
slow kilka o jedzeniu :) wlosi troche przeginaja z jedzeniem! miniony tydzien jadlem wylacznie paste! pasta, pasta, pasta... w kazdej postaci i w duzych ilosciach. nie mowie, ze kuchnia wloska jest zla! ale brakuje mi pewnej roznorodnosci - mam na mysli ryz, jakies ziemniaki (z akcentem na ryz)... ja zdecydowanie czesciej jadam, ale malo. wlosi z kolei rzadko, ale duuuuzo :)
najbardziej mi przypadly do gustu smazone krewetki i oliwki nadziewane ryba -mhmmmm pycha! moja przyszla zona bedzie musiala znosic moje kulinarne fiksacje, poniewaz od czasu do czasu ucze sie tu gotowac heheh
p.s. ho comprato le poesie di charles bukowski in italiano:) volevo prendere le lettere di seneca, pero 17 e è troppo! ancora non lavoro! hihihi
ciao tutti!
weekend spedzilem nad morzem w pedaso i san benedetto. przechodzilem kolejne katharsis, ale wciaz tkwie po uszy w gownie... byc moze bede musial wrocic do polski - na stale... ale o tym pozniej... chwilowo korzystam z kazdej minuty tutaj i nie mysle o przyszlosci, przeszlosci...
niedzielny poranek spedzilem sam! nie macie pojecia, jakie to szczescie pobyc samemu choc przez chwile! wybralem sie na dluuuugi spacer (oczywiscie nad morze)... siedzialem, sluchajac huku fal uderzajacych o skaly, smialem sie do slonych kropel padajacych mi na ryj, wdychalem swieze, poranne powietrze pachnace rybami i sola, delektujac sie kazda chwila spedzona w samotnosci :) coz za szczescie nie musiec myslec, nie musiec sluchac, nie musiec odpowiadac... funkcjonowac po trosze niczym ameba :) spacerowalem wzdluz brzegu, po plazy, znajdujac ulamane obcasy, butelki, cegly, luski...
spotkalem bande 'portowych' kotow, ktore chcialy na mnie napasc, ale widocznie sie przeliczyly :) nie bylem bowiem 'nella dimensione italiana'. wiekszosc z nich byla czarna i z dzika przyjemnoscia przebiegala mi droge, zageszczajac mojego pecha :)
po raz pierwszy w zyciu zrozumialem, co to znaczy karnawal! w zadarze (w formie kieszonkowej)i san benedetto (na calego)! ludzie przebieraja sie, wychodza na ulice, spiewaja, tancza, pija... udekorowane platformy leniwie przemierzaja centrum miasta, wraz z tlumem bawiacych sie ludzi :) szal, dziki szal :)
slow kilka o jedzeniu :) wlosi troche przeginaja z jedzeniem! miniony tydzien jadlem wylacznie paste! pasta, pasta, pasta... w kazdej postaci i w duzych ilosciach. nie mowie, ze kuchnia wloska jest zla! ale brakuje mi pewnej roznorodnosci - mam na mysli ryz, jakies ziemniaki (z akcentem na ryz)... ja zdecydowanie czesciej jadam, ale malo. wlosi z kolei rzadko, ale duuuuzo :)
najbardziej mi przypadly do gustu smazone krewetki i oliwki nadziewane ryba -mhmmmm pycha! moja przyszla zona bedzie musiala znosic moje kulinarne fiksacje, poniewaz od czasu do czasu ucze sie tu gotowac heheh
p.s. ho comprato le poesie di charles bukowski in italiano:) volevo prendere le lettere di seneca, pero 17 e è troppo! ancora non lavoro! hihihi
ciao tutti!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz