malomiasteczkowosc... jestem tu od tygodnia, a juz jestem rozpoznawany na ulicach, w sklepach!!! aaaa to ten kolega ze studiow z polski, o jaki slodki, o jaki bello... bueeeee rzygac sie chce od tych komentarzy, zostawcie je dla siebie!
kultura oralna we wloszech opiera sie na ciaglym mieleniu jezorem, bezustannym komentowaniu, niekonczacym sie slodzeniu, wiecznym analizowaniu zaistnialych sytuacji, budowaniu wlasnych wyobrazen... siedzac przy obiedzie, slucham o wydarzeniach sprzed 2 lat, ktorych bylem aktorem, swiadkiem, scenografia (mniejsza o to) i nie wiem, o co chodzi? przeciez to bylo zupelnie inaczej, przeciez ja tego nie powiedzialem, przeciez to nie tak... slucham historii nadinterpretowanych, zmitologizowanych, przeinaczonych, ktorych sens zagubil sie w tlumaczeniu z wloskiego na polski... i krew mnie zalewa, i szlag mnie trafia, ale milcze! bo jestem najwiekszym hipokryta na ziemi! macchiavellista, dla ktorego cel uswieca srodki, nawet kosztem wlasnych nerwow...
po raz kolejny przezywam fascynacje seneka... kiedys skoncze jak on :)
wtorek, lutego 13, 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz