wtorek, marca 27, 2007

dei morti

pavese w swoim dzienniku mowi, ze pamieta sie tylko momenty, nigdy dni... beh...

czternascie lat temu we wroclawiu bylo zimno i padal snieg. sobota? chyba tak, pamietam ,ze nie musialem isc do szkoly. rodzice zabrali moja czteroletnia siostre na dzialke, ja zostalem w domu i owiniety w koc czytalem robinsona c. moj brat sie spakowal, wyciagnal z piwnicy rower i pojechal... pamietam, ze przed wyjazdem pozegnalem sie z nim, jakbysmy sie mieli juz nigdy nie zobaczyc. przytulil mnie, pocalowal, pojechal...
czas mijal, a ja czytalem robinsona, owiniety w koc na kanapie w zimnym pokoju w lokalu przy ulicy stalowej 92/5a 53-440 we wroclawiu.
pamietam, ze wieczorem zadzwonil domofon, ale zamiast JA, uslyszalem POLICJA.
pamietam, ze poszedlem z ojcem na komisariat w roli tlumacza, ale bylem zbyt mlody, by policjant mogl mnie traktowac powaznie. na kawalku papieru kancelaryjnego pisal to, co mial ojcu do zakomunikowania.
pamietam tylko pojawiajace sie na kartce litery: n i e z y j e... poczulem uderzenie, jakby cala krew nabiegla mi do glowy, przytulilem sie do ojca i plakalem.
z czasem wszystkie wspomnienia wyblakly, czesc z nich sie zatarla... i po czternastu latach nie pozostalo mi nic. i NIE PAMIETAM nic de facto!

pamietam kosciol i poczucie bezpieczenstwa, jakie dawaly mi jego rece na moich ramionach. to samo bezpieczenstwo odnalazlem po kilkunastu latach w ramionach pewnej kobiety, ktora podobnie jak on, rownie szybko zniknela z mojego zycia, ktora musialem usmiercic.

i te litery pojawiajace sie na papierze. smierc, ktorej szukam pomiedzy literami, w spacjach, przecinkach i kropkach.

a potem slyszysz non omnis moriar, multaque pars mei, vitabit Libi... bla bla bla i cale to zalosne gowno typu memento mori, carpe diem etc.

Brak komentarzy: