poniedziałek, marca 05, 2007

meksykanski sikacz

ufff co ja tu, qrva, robie!?! siedzac gleboko w fotelu, wdychajac dym tytoniowy i sluchajac dialogu dwoch zbuntowanych studentow, przez caly wczorajszy wieczor zadawalem sobie to pytanie, ale nie potrafilem znalezc na nie odpowiedzi. bladzilem po nielicznych zakamarkach mojego mozgu w przenajswietszym spokoju, dopoki nie padlo odwieczne pytanie znudzonej rozmowami o pilce gownarzerii: i co robimy?
wyrwali mnie z glebi pseudofilozoficznych rozwazan o istocie nicnierobstwa w momencie, kiedy dotykalem sedna sprawy. qrva, juz je mialem! ale umknelo! bo zwrocili sie do mnie jak do jakiejs wyroczni: i co teraz robimy? bo niby jestem gosciem i niby wiem, jak to u nich w camerino wyglada niedzielny wieczor?
a nic! nic nie robmy! nie chce mi sie ruszac dupy z domu!
ale nie wypadlalo tak z grubej rury, poza tym chlopaki pelne zapalu az sie gotowaly do wyjscia! no i poszlismy...
tu bylem, to widzialem, o jakies rzygi, klub A, klub B, klub C... i pusto, zywej duszy na ulicach, zadnej laski, na ktora by mozna bylo rzucic lakomym wzrokiem, niccccc!
i nagle eureka! pada haslo: obejrzyjmy film!
po 22 minutach i kilkunastu sekundach filmu z jakims chudawym marokanczykiem w roli glownej, stwierdzilem, ze ja spierdalam... ze to nie dla mnie, ze jestem na to za stary, ze nie moge, ze qrva nie!chce byc sam!
i poszedlem na piwo jak jakis znudzony zyciem, praca, zona, dziecmi, operator wozka widlowego w magazynie, czy inny robol. znalazlem k2, usiadlem w rogu, zamowilem meksykanskiego sikacza i saczylem go, delektujac sie kazda kropla, bo w koncu zaplacilem za niego jebane 3 euro 50 centow!
i ponownie swiatlo lampy neonowej zstapilo na mnie, i oswiecilo mnie swa madroscia. a moze to tylko byla piosenka the verve, ze I'm a lucky man... ? w kazdym badz razie doszedlem do wniosku, ze nie ma sie co zastanawiac nad tym: co ja tu, qrva robie? bo robie z siebie glupka! ze fajnie by sie bylo najebac troche z przyjaciolmi, powyglupiac itd. ale niestety nie ma z kim...
dokonczylem sikacza pozerajac wzrokiem kelnerke i wyobrazajac sobie, jaka przyjemnosc mogloby mi sprawic wgramolenie sie na nia, gdyby nie jej nastoletni syn czy maz za lada... gdyby nie to, ze mam jeszcze skrupuly, by nie stac sie morderca, terrorysta, gwalcicielem, pedofilem.
wyszedlem lekko wstawiony z druga butelka piwa w reku. z butelka zawinieta w papier, zeby nie demoralizowac mlodziezy wymarlego miasteczka, mimo ze bylo po 23, i odmaszerowalem do domu... jakiego domu? przeciez ja nie mam domu!!!!!
niechwiejnym krokiem wracalem do jednego z moich tymczasowych legowisk, minalem sliczna, mlodziutka kurwe, dla ktorej znalazloby sie miejsce w moim nowym lozku, ale pachniala jakimis drogimi perfumami, przypominajacymi mi zapach mojego alkocholicznego wujka po goleniu,... spasowalem wiec, odprowadzilem sie do domu, polozylem... i znowu ten sam fucking sen.... jak boomerang...

we wloszech eksplodowala wiosna! rozerwala mnie na kawalki hhehehe w sobote ide sie kapac hehe

Brak komentarzy: