niedziela, marca 11, 2007

ustnik

pamietam pewne lato na wsi u mojej babci, kiedy mialem jakies 9, moze 10 lat. moj brat i ja kupilismy komplet do nurkowania: zielona maske i rurke z ustnikiem (smierdzace guma, posypane talkiem) . zestaw, ktory powalal na nogi kazdego! kuzynow, kolegow i innych dojrzewajacych czy dorastajacych przedstawicieli plci meskiej :) rzadki, bo nikt takiego nie mial, cenny, bo takie byly wtedy czasy, poza tym pelen nadziei na dobra zabawe :)
jedynym miejscem, gdzie mozna go bylo wykorzystac, byl staw za torami... staw z ktorego pily wode pasace sie na lace krowy, do ktorego czasem sikaly, do ktorego i my sikalismy w deszczowe dni. staw pelen pijawek, mulu i zarostow. innymi slowy ciekla rozkosz, gwarancja rozrywki w upalne dni nad woda.
problem w tym, ze moj brat zgubil ustnik... strach, bo co powiedza rodzice, rozczarowanie, bo to nie taka sam frajda nurkowac bez ustnika, smutek, bo przeciez stracilismy czesc kompletu!.... wszyscy nurkowali, szukali, pocieszali, ale ustnik sie nie znalazl!

i kiedy w piatek spacerowalem wzdluz plazy w civitanovie, gdy znalazlem bezpanski ustnik - czarny, w zimie, nad morzem, tysiac kilometrow od stawu, kilkanascie lat pozniej - od razu pomyslalem o naszym zielonym komplecie do nurkowania...

zabawne... jakie figle plata pamiec :)

Brak komentarzy: