piątek, kwietnia 13, 2007

112

I znowu do widzenia.
I znowu do kiedy?


Kiedy dzisiaj wróciłam wracałam z dworca na chodniku leżał jakiś pan. Co on tam robi? Spadł Upadł? Ludzie przechodzą obok, patrzą ciekawi ale nikt się nie zatrzymuje. Nie widzę krwi. Oddycha. Pytam go głosno czy wszystko w porządku, czy coś boli. Coś mamrota mamrocze.

Obok stoi gruby pociący się pan który sprzedaje gazety z samochodu, patrzy i wydaje mi się, że się smieję. Pewnie widział co się stało. Pytam czy już (do kogoś) po kogo zadzwonił. „Ah no nie...właśnie chciałem...” Aha... pan chciał... „jak jest numer?” - „13330” ?!?! to na pewno nie (ten) numer.. cholera, co to za obrzydliwy ku***?! Przychodzi pani, pytam jaki jest numer. „112” ZaDzwonie. „Tutaj leży taki pan i potrzebuje pomocy. Oddycha ale nie jest w stanie powstać (albo) ani mówić.”

Przychodzi młody facet i pyta czemu go po prostu nie zostawimy, bo jest tylko pijany i musi wytrzeźwieć. Ja go pytam „gdybyś leżał pijany na chodniku, to czy cieszyłbyś się, że nikt się tobą nie przejmuje”. On mówi że tak i się śmieje z kolegami. Zapamiętam jego słowa, jeżeli go widzę pijany na chodniku. Cholera, co to za bezczelny bezduszny stronzetto?!

Ślina cieknie pana z ust. Ale oddycha spokojnie i jakoś reaguje kiedy do niego mówie i go dotykam. Myślę że musi być bardzo nieszcześliwy, żeby się upić w ten sposób o pierwszej w popołudniu.

Przychodzi inny młody chłopak. Pyta co tutaj sie dzieję, czy już zadwoniliśmy do kogoś, sprawdza puls. Ten pierwszy głupi gruby pan, który się czuje królem sytuacji pyta bardzo arogancko „a co ty tutaj chcesz?”. „Jestem lekarzem i mogę pomóc, a niech pan do mnie tak nie mówi”. „Ah no to przepraszam pana doktora! Wie pan, bo ja nie wiedziałam... inaczej ja bym nie bla bla bla...” Ja już nie mogłam w to uwierzyć. Co to za ludzie!

Zostawimy go .. niech sobie trzeźwieje ... niech sobie umarł ... chissenefrega czy jak?!

Przyjeżdża policja, wkładają spokojnie rękawiczki, „Ma pan dokumenty?” Jakie dokumenty?! Mamma mia. Jeden śmiejący się policjant po lewej stronie, drugi po prawej, odprowadzą go do samochodu. Głupi okropny pan prawi lekarzu komplementy, że przyszedł na czas i że razem wszystko dobrze załatwili. A potem patrzy na mnie i w takim odrażającym tonem mówi „a wie pani co? może pójdziemy kiedyś na kawke?” Myślałam że szaleję.


Dzieki Marcin :)

4 komentarze:

Roberto Benvenuti pisze...

ma tu di abordare uno in situazioni normali non sei capace vero?!

Alice Cattiva pisze...

oggi "aBordare", ieri "gli". hai bisogno di un tandem, bello? ;)

marcincattivo pisze...

alice, devi imparare una cosa :) non vedere la gente che dorme per strada - questo è la tradizione polacca :) qcosa così naturale come un bacio a mattina :)

marcincattivo pisze...

yyy ja bym tu jeszcze popoprawial troche....