poniedziałek, kwietnia 23, 2007

fiera a porto san giorgio

lokalny festyn z okazji dnia swietego jerzego...
miasto pelne ludzi, ale przede wszystki mlodziezy, ktora wykorzystuje doskonala okazje do lansu... (heheh po raz pierwszy zetknalem sie z tym slowem w bosni! uzywala go moja partnerka, kiedy wieczorami wychodzilismy alkoholizowac sie po pracy)
wszyscy wypacykowani, odstawieni, w markowej odziezy z okularami a la rambo na wyzelowanych wlosach, bueeee jebeni, metroseksualni sminkeri!
nie chodza, unosza sie 10 cm nad ziemia w swoich oblesnych butach za 230 euro, ktorych nie kupilbym najgorszemu wrogowi, ale moc marki jest tu silniejsza... przyciaga wzrok, winduje pozycje spoleczna szczesliwego posiadacza.
moze to przez buty, moze to przez proznosc, moze to przez proznie w ich glowach...
w kazdym badz razie wszyscy sa swiecie przekonani o swojej boskosci.
banda narcyzow, ktora zeszla z tasmy w fabryce produkujacej latin lowersow. rzygac sie chce! co drugi wyglada jak pajac, co trzeci jak brat blizniak tego, ktory przed chwila kolo ciebie przeszedl, co czwarty uzywa nadmiernej ilosci perfumow, co piaty przedawkowal zel... itd.
bueeeee

a kobiety? przynajmniej one wygladaja w miare normalnie.

Brak komentarzy: