poniedziałek, maja 07, 2007

Food for thought

Byłam na poczcie. Nie było nikogo. Pani się do mnie uśmiecha. Potrzebuję znaczków, zapytam i zanotuję sobie różne ceny za listy i widokówki do kraju, poza kraju a w Europie, oraz poza Europy. Pani spokojnie mi wszystko wytłumaczy. Przyjdzie inny klient, a pani dalej mi tłumaczy. Zapłacę kartą, to trochę trwa, a inni mają dla mnie czas. Mam powrotny culture shock, wszystko tutaj teraz jest strasznie ciekawe. Obserwuję i odkrywam świat innymi oczami.
Mój nowy współlokator wczoraj kupił pączki i robił nam kawę. Siedziliśmy i gadaliśmy cały wieczór, przecież Niemcy są małomówni, zamknięci i w ogóle nie mili!
Też są porządni, precyzyjni i punktualni. Tylko mój drugi wspólokator ma straszny bałagan w pokoju (i w życiu), jest chaotyczny i nigdy nie przychodzi na czas. Chyba ma włoski krew? Nie nie...
Te stereotypy są chyba potrzebny ale cholernie niebezpieczny.
Dobra, nie zawsze. Na przykład z Andrea potwierdziliśmy stereotyp, że Włosi chętnie śpiewają. A kiedy tego nie umieją, też śpiewają, bo chissenefrega, i bo trzeba potwierdzić taki ładny stereotyp.



I piedi per terra. No. Una vita ovattata. Non l’anima ma tutto ovattato. Un pulcino che deve crescere, che resta sempre pulcino perché è più facile. Anche mamma chioccia è pulcina. Nell’ambiente che conoscono i pulcini c’è poco spazio per crescere, nessuno cresce. La carta ha ottimi poteri isolanti.


Stereotipi a destra e a manca. Il mio coinquilino di sinistra fa molto il macho, quello di destra meno. Arriva il mio coinquilino di destra. Mi porta un cabarettista sull’USB. Lo metto su. Un’ora di stereotipi. Da morir dal ridere, per carità. Ma è vero che le donne si devono comprare mille borsette, non sanno guidare e stanno in bagno delle ore mentre gli uomini di natura tendono a essere sporcaccioni, porcelloni, bambinoni? Secondo Mario (il cabarettista) e secondo i miei due coinquilini sì. Però il bagno è sempre pulitissimo e io non l'ho ancora pulito. Mah.


Remembering The Drumming Pickles. It was in 2004, once a week we met at a café, at someone’s house, at a pub, in the park, wherever – and we wrote. It was a seminar for creative writing and it was great. Our group knew it was going to be a group even before we were told we’d have to split into groups. We were the Drumming Pickles. The stories and poems we wrote are now collected in a big colourful book in the library here, but where are the Drumming Pickles now? One is in South Africa, two (?) are in France, two are in Berlin and one is here writing to you.

Brak komentarzy: