budi mi silan i dobro mi stoj :)
minela 21, a w pokoju wciaz 31 stopni. leze w jednym z tysiecy moich lozek, na poscieli wciaz pachnacej sloncem, gapie sie w sufit i wypacam 2 litry przepisowo wypitej wody. powoli wpacam sie w przescieradla, zostawiajac na nich moje feromonalne slady, znaczac zapachem potu moje terytorium. nie mam sily na nic! sekundy gonia minuty, zmieniajac sie w godziny i tylko rzadkie powiewy wiatru wywolujace nieprzyjemne uczucie chlodu na spoconej skorze, zaburzaja monontonie uplywajacego czasu tego upalnego wieczoru. w kacie z ksiazkami pobrzmiewa album time to kill, cofajac mnie w czasie, wywolujac dziwne wspomnienia sprzed dwoch lat, sprzed kilku miesiecy... jeden album, dwie rozne osoby, dwa rozne miejsca... zmieniam plyte i jest jeszcze gorzej. tym razem jedna osoba i dwa miejsca...
za duzo slonca...
uciekam na plaze...
sobota, czerwca 23, 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz