


ua dochoelra nawet nie moge wrzucic tego, co pisalem na laptopie.... grrrr
generalnie schudlem 5 kg.... fajna praca, co? hehe
ale jestem wooooooooooooooolny!!!!!!!!!!!!!!
27.05.06
Kolejna niedziela kończąca tydzień pełen: the wasted days, the days without meaning, the days of bosses and idiots, and the slow and brutal clock (Ch. Bukowski). Kiedy zmywałem z siebie morską sól, mastkę, zapach słońca, pot, piasek i pył, po poranku spędzonym nad morzem, miałem wrażenie, że uczestniczę w obrzędzie z gatunku ostatnia wieczerza. Pożegnanie z wolnością przed oddaniem tygodniowej daniny z mojego czasu, by móc później cieszyć się słodkimi owocami kapitalizmu – konsumpcją. By móc wsiąść w sierpniu do autobusu i przez dwa tygodnie oscylować gdzieś pomiędzy Polandowem, Bośniowem, Chorwacjowem, Serbiowem i Włoszowem. By na dwa tygodnie zapomnieć o tym pojebanym systemie wymiany towarów: czas za pieniądze, pieniądze za rzeczy, przyjemności za pieniądze itd. By na chwilę zapomnieć o bezsensie istnienia.
Z drugiej strony powinienem być wdzięczny za ten kierat. Mogłem się przecież urodzić w jakiejś bogatej włoskiej rodzinie skażonej syndromem mammistycznym, skazany na wieczne bycie sterowanym, wieczne szorowanie tyłka po stolcu aż do trzydziestego roku życia, kiedy wypadałoby być dorosłym i umieć podetrzeć się samemu. Przerysowane upupienie w praktyce: rób to, zostaw tamto, wybierz to, pomogę ci, bo nie potrafisz, wypiorę, wyprasuję, podam. Niczym dziecko z syndromem albo opóźnieniem, a do tego niemożność realizowania własnych, czasem naiwnych, planów, popełniania własnych, czasem nieuniknionych, błędów, obierania własnego, czasem złego, kursu. Bo ja mam X lat, bo wiem lepiej, bo widziałam, bo przeżyłem, bo na twoim miejscu zrobiłabym inaczej, bo byłem w takiej sytuacji, tysiące bo.
Duże dzieci dotknięte mammizmem płaczą cichutko w swoich pokojach, w pamiętnikach snują wizje o innym życiu, zrywając niewidzialne okowy, krzyczą w milczeniu, przelewając swój gniew na papier. Te same dzieci piszą czasem listy do wyimaginowanych przyjaciół, zwierzając im się z najskrytszych obaw przed niespełnieniem pokładanych w nich nadziei, ubolewając nad swoją szarością, nijakością, brakiem osbowości.
cdn moze
generalnie schudlem 5 kg.... fajna praca, co? hehe
ale jestem wooooooooooooooolny!!!!!!!!!!!!!!
27.05.06
Kolejna niedziela kończąca tydzień pełen: the wasted days, the days without meaning, the days of bosses and idiots, and the slow and brutal clock (Ch. Bukowski). Kiedy zmywałem z siebie morską sól, mastkę, zapach słońca, pot, piasek i pył, po poranku spędzonym nad morzem, miałem wrażenie, że uczestniczę w obrzędzie z gatunku ostatnia wieczerza. Pożegnanie z wolnością przed oddaniem tygodniowej daniny z mojego czasu, by móc później cieszyć się słodkimi owocami kapitalizmu – konsumpcją. By móc wsiąść w sierpniu do autobusu i przez dwa tygodnie oscylować gdzieś pomiędzy Polandowem, Bośniowem, Chorwacjowem, Serbiowem i Włoszowem. By na dwa tygodnie zapomnieć o tym pojebanym systemie wymiany towarów: czas za pieniądze, pieniądze za rzeczy, przyjemności za pieniądze itd. By na chwilę zapomnieć o bezsensie istnienia.
Z drugiej strony powinienem być wdzięczny za ten kierat. Mogłem się przecież urodzić w jakiejś bogatej włoskiej rodzinie skażonej syndromem mammistycznym, skazany na wieczne bycie sterowanym, wieczne szorowanie tyłka po stolcu aż do trzydziestego roku życia, kiedy wypadałoby być dorosłym i umieć podetrzeć się samemu. Przerysowane upupienie w praktyce: rób to, zostaw tamto, wybierz to, pomogę ci, bo nie potrafisz, wypiorę, wyprasuję, podam. Niczym dziecko z syndromem albo opóźnieniem, a do tego niemożność realizowania własnych, czasem naiwnych, planów, popełniania własnych, czasem nieuniknionych, błędów, obierania własnego, czasem złego, kursu. Bo ja mam X lat, bo wiem lepiej, bo widziałam, bo przeżyłem, bo na twoim miejscu zrobiłabym inaczej, bo byłem w takiej sytuacji, tysiące bo.
Duże dzieci dotknięte mammizmem płaczą cichutko w swoich pokojach, w pamiętnikach snują wizje o innym życiu, zrywając niewidzialne okowy, krzyczą w milczeniu, przelewając swój gniew na papier. Te same dzieci piszą czasem listy do wyimaginowanych przyjaciół, zwierzając im się z najskrytszych obaw przed niespełnieniem pokładanych w nich nadziei, ubolewając nad swoją szarością, nijakością, brakiem osbowości.
cdn moze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz