czwartek, września 20, 2007

wyzerka u rowerzystow, czyli cennik uslug panny V

kazdej srody banda rzymskich rowerzystow-aktywistow nawiedza park P, by rozmawiac o ostatnio przeczytanych ksiazkach czy kupionych albumach. w praktyce jednak wiekszosc czasu spedzaja na jedzeniu, dyskusjach o rowerach, przerzutkach, hamulcach, smarach, lancuchach i innych blablabla.
raz przywloklem sie za moim wspollokatorem na takie spotkanie.
poznalem X (33 l.), Y (29 l.) i Z (36 l.) [wielce zdumionych, ze nie mam roweru], najadlem sie, posluchalem byleczego, powiedzialem byleco i kiedy nadszedl czas, by wrocic do domu, V ozajmila mi, iz bedzie mi towarzyszyc, bo jest jej po drodze (o dziwo, V byla bez roweru!).

V (31 l.) poczula chyba przyplyw jakiejs sympatii do mnie, bo w ciagu 12 minut opowiedziala mi polowe swojego zycia, zwracajac szczegolna uwage na czesc pod tytulem: moje problemy finansowe a exboyfriend (kurd z kurdystanu 34 l.). jakims dziwnym sposobem niewidzialna nic polaczyla pieniadze, kurda i mnie w zaczarowanym kregu seksualnych mechanizmow rynkowych popytu oraz podazy. slowa wypadajace z jej ust brzmialy jak hasla reklamowe, skierowane do mojej swiadomosci: BIERZ MNIE za tyle i tyle. czerwienila sie lekko, opowiadajac o cenach uslug, jakie zaoferowala swojemu ex za loda czy penetracje, zupelnie jakby przedstawiala mi swoj cennik. robilo sie pozno, robilo mi sie niedobrze.
ONA: - wiesz, 25€ za i 50€ za, a on to zinterpetowal jako cena za caly miesiac!
JA: - cos jak abonament? ale wiesz, musze juz isc. zaraz mi ucieknie ostani pociag metra.
ONA: - czekaj, ale wiesz, on jeszcze chc...

reszta jej slow zgubila sie gdzies w nocnym halasie dworcowej poczekalni roma-tiburtina.

w uszach brzmialy mi jeszcze ceny panny V., kiedy mijalem o wiele tansze, o wiele mlodsze i o wiele ladniejsze tybutrtynskie dziewczyny na swoich posterunkach.


Brak komentarzy: