- a skad ty jestes? tak, wiem, mowiles mi juz, ale nie pamietam.
- z polnocy.
- yyyyy, to znaczy?
- urodzilem sie w kraju, z ktorym niemcy granicza od wschodu.
- yyyyyyyyy...
- tak, masz racje z jestem z yyyyyy, a nazywam sie ej.
liczba przyglupow, ktorych spotykam na mojej drodze jest zastraszajaca... slodkie idiotki na kazdym rogu, kasiaste buraki w ogrodkach restauracji, rozdmuchane ega do granic mozliwosci wmieszane w stada turystow.
czasem wsiadam do metra i mam wrazenie, ze jade z korpusami wypelnionymi helem. ludzie pozatykali sobie geby oraz inne otwory twarzowe, by w migocacych swiatlach metra lypac na siebie wybaluszonymi od wysilku oczami, jakby sie mieli zaraz udusic. zdaja sie unosic w powietrzu przepelnieni duma z niewiadomoczego, kurczowo trzymajac sie drazkow zainstalowanych w najrozniejszych pozycjach, najczesciej jednak tych wertykalnie zaraz przy drzwiach.
wychodze na ulice i widze ludzi chodzacych po niewidzialnych chodnikach 10 centymetrow nad powierzchnia ziemi. wszyscy pachnacy, eleganccy, ometkowani, patrza na mnie z gory i usmiechaja sie poblazliwie. bije od nich plastikowy oniesmielajacy blask, mimo ze sa przeszyci tandeta, podszyci kiczem.
bydlo...
środa, października 31, 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
Czyżby to prawdizwy obraz włoskiej stolicy??Troche przygnebiajacy...
jak wszystko w zyciu - bardzo subiektywny... ale tkwi w nim ziarno prawdy.
poozdrav iz zagreba!
Prześlij komentarz