poniedziałek, listopada 12, 2007

dlan

biale podbrzusza tyrrenskich mew na tle grafitowego nieba zataczaja coraz to wezsze kregi nad piazza venezia, by po osiagnieciu swoistego punktu kulminacyjnego rozleciec sie na wszystkie strony, by zgubic sie w przeplatanej pulsujacymi swiatlami miasta czerni nocy. przedstawienie skonczone. czas zazyc doustnie tygodniowa dawke pinta lub dwoch stouta. idac w kierunku via plebiscito, mijam spiacych w witrynach towarzystwa ubezpieczeniowego bezdomnych, owinietych w swoje brudne lachmany. miejsce to wypelnia przedziwna mieszanina zapachow, dociera tu bowiem won pieczonych przez banglijczyka kasztanow, drogich perfumow i spalin, ktore lacza sie w przedziwna kompozycje z odorem niemytych cial, niepranych ubran, odparowanego moczu oraz zaschnietego kalu.
turysci wraz z nielicznymi tubylcami szybkim krokiem mijaja to miejsce zapomniane przez boga i straz miejska, gdzie wypoczywaja postaci godne ostatniego z kregow dantejskiego piekla, odwracajac ostentacyjnie wzrok.
na chodniku lezy dlon. ladna, ksztaltna dlon o dlugich smuklych palcach koloru dojrzewajacych oliwek, troche brudna, troche tlusta. ta dlon wystaje z jednej z witryn, wystaje spod koca. przystaje na moment, by wyczytac z niej zapisana w czarnych od brudu liniach przeszlosc i przyszlosc. nic ciekawego. klade na niej monete i odchodze. dlon drgnela pod wplywem ciezaru dwueurowki, palce zacisnely sie, badajac zimny kawalek metalu, koc uniosl nieznacznie, ukazujac blyszczace oczy i zdziwiona, rozbudzona twarz.
surpriseeeeeeeee

Brak komentarzy: