sobota, kwietnia 05, 2008

biednemu wiatr pod nogi

stado związkowców wyszło na ulice ljubljany domagac się podwyżek płac, bo niewidzialny robal inflacji wpierdala ich zarobki, oszczędności, marzenia, bo przepaśc między managerami a fizolami wypełnia morze pensji, bo kasta posiadaczy, bo nie ma, bo ideały, słowa, hasła...
w dyskusji społecznej głos zabierają ekonomiści:
panowie, to nie czas na podwyżki, w ten sposób inflacja urośnie, musicie byc bardziej wydajni, bardziej wydajni, bardziej wydajni...
my was rozumiemy, wiemy, że inflacja to wasz największy wróg, ale musicie byc bardziej wydajni, bardziej wydajni, bardziej wydajni...

bardziej wydajni, jak mój serdeczny przyjaciel, który zbliżył się do średniej krajowej kosztem swojej młodości, by móc zarabiac jebanych 2300 złotych przez 230 godzin każdego miesiąca, każdego dnia tygodnia, każdej pierdolonej nadgodziny...
...
vanitas vanitatum...

Brak komentarzy: