wtorek, marca 16, 2010

peep

lubię obserwować ludzi w środkach komunikacji miejskiej: dziwne grymasy na anonimowych twarzach, śmieszne tiki, układ zmarszczek czy worów pod oczami (podoczników). staram się czytać w ich myślach, zgaduję imiona, jednym słowem zabijam czas.

ostatnio naprzeciwko mnie jechała jakaś ukraińska baba, wyglądała co najmniej na Nadię Kołhozowicz Drohobyczewską. z wielkiej torby ze skaju wyciągnęła kilka zdjęć (rety jak dawno nie widziałem zdjęć zmaterializowanych na papierze) i wpatrywała się w nie namiętnie, zupełnie jakby nie rozpoznawała osób czy miejsc na nich uwiecznionych. a może miała tylko za słabe okulary...
gapiła się tak na te zdjęcia, tasując je powoli, a ja głowiłem się nad znaczeniem pojawiających się co rusz grymasów:
wuj Wasyl, ljubiłam ga, alje sabaka pił zbyt dłużo. maćiuszka, ja nie mogła jej widźjeć, a patom umierła. wnuczek Igor, jakje dłuże dźjecko.
gdzieś przed tiburtiną Nadia spakowała zdjęcia i wysiadła w pośpiechu. przez chwilę wpatrywałem się jeszcze w puste miejsce po niej, po czym zacząłem się rozglądać za następną ofiarą.

Brak komentarzy: