sytuacja z moją sis jak zwykle skomplikowała się na tyle, że nikt nie wie, co robić... stąd wkurw, bo niemoc, bo przyczyny i skutki, bo ciężar i obawy. dupa do kwadratu!
w zeszłym tygodniu, kiedy stałem na rynku pod kieliszkiem, włączył mi się system szukania własnego miejsca. czekałem na Nich i gapiłem się na ludzi przechodzących wzdłuż północnej pierzei rynku: tubylców zbierających do wina, pijanych engliszów, pijanych mammamia, brzydkie polakówy w mini na mrozie i cieszyłem się, że za kilkanaście godzin wrócę do mojego pokoju w niemoim mieście.
wczoraj, kiedy stałem w małej pizzeri na largo argentino, doszedłem do wniosku, że aby czuć się dobrze, muszę być przynajmniej 800 km od domu, by nie patrzeć na to, co wyprawia moja sis. jakbym przez całe życie przed nią uciekał...
wkurw!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz