podobno Senj jest miastem przeklętym. nikt tu nic nie robi od czasów cesarskokrólewskich. młodzi wyjeżdżają, starzy umierają, turyści niczym plaga pojawiają się wraz ze słońcem, a następnie znikają przy pierwszych zimniejszych podmuchach boreasza. nowych miejsc pracy raczej brak, a plan gospodarczy na każdy rok wygląda następująco: złupić turystów, aby wystarczyło do następnego sezonu.
ale to chyba cała Chorwacja tak ma, że nikt nic nie wie, nikt nic nie robi, czeka się tylko na ojro od turystów.
byłem dziś na kawie w kawiarence crni lik (po polsku mogłaby się nazywać pod czarnym zbirem). bardzo ciekawe miejsce, ponieważ, jak to w Senju bywa, uczęszczane głównie przez starszych panów w wieku przedemerytalnym/emerytalnym/przedgrobowym. lubie chodzić w takie miejsca i przysłuchiwać się rozmowom stałych bywalców, mam wtedy wrażenie, że wrastam w lokalną tkankę miejską, jakbym był stąd.
w tym przeklętym mieście na 45. równoleżniku czas się zatrzymał w nomen omen 1945 roku, bo wiekowi bywalcy komentowali wydarzenia dla nas minionej wojny, dla nich z kolei tamtej wojny. dziwili się ironii życia, bo podobno tutaj przeprowadziło się po wojnie kilka osób, które przeszły przez Jasenovac, chorwacki obóz koncentracyjny, a Senj przecież był miastem ustaszów. wyszedłem...
poniedziałek, kwietnia 23, 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz