był kiedyś taki hicior na pierwszych miejscach niedzielnych trzydziestotonowych top list, nazywał się ostatni. ulubiona piosenka do przytulania się dojrzewających nastolatków ostatniego normalnego pokolenia sprzed epoki gejfonów i innych wynalazków. ale nie o tym chciałem pisać.
jest kilka piosenek (wśród nich jest właśnie ostatni), które przypominają mi o holokauście. cholernie głupio brzmi połączenie wolnego kawałka z czasów dojrzewania z holokaustem, ale jakoś tak wyszło, że akurat słuchałem kasety z nagranymi hitami z radia, a wśród nich był właśnie ostatni, kiedy czytałem anus mundi czy inne książki o tematyce obozowej.
zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób przekażę wiedzę o holokauście moim dzieciom, o ile je kiedyś będę mieć, w jaki sposób ja się o tym dowiedziałem, czy kogoś to będzie w ogóle obchodziło za dwadzieścia lat, kiedy jakiś hiperfejsbuk stworzy wirtualny zamiennik życia codziennego.
eh... nie zastanawiam się już więcej nad niczym, idę na pogadać z żoną.
ludzie to jednak gupie som, hej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz