niedziela, października 31, 2010

takie tam

drugi dzień na wkurwie.
sytuacja z moją sis jak zwykle skomplikowała się na tyle, że nikt nie wie, co robić... stąd wkurw, bo niemoc, bo przyczyny i skutki, bo ciężar i obawy. dupa do kwadratu!

w zeszłym tygodniu, kiedy stałem na rynku pod kieliszkiem, włączył mi się system szukania własnego miejsca. czekałem na Nich i gapiłem się na ludzi przechodzących wzdłuż północnej pierzei rynku: tubylców zbierających do wina, pijanych engliszów, pijanych mammamia, brzydkie polakówy w mini na mrozie i cieszyłem się, że za kilkanaście godzin wrócę do mojego pokoju w niemoim mieście.
wczoraj, kiedy stałem w małej pizzeri na largo argentino, doszedłem do wniosku, że aby czuć się dobrze, muszę być przynajmniej 800 km od domu, by nie patrzeć na to, co wyprawia moja sis. jakbym przez całe życie przed nią uciekał...

wkurw!

niedziela, października 03, 2010

matriksy, orwelle i inne ecie pecie

Może to numerologia, może zły horoskop, w każdym bądź razie dnia 1.10.2010 o godzinie 11:00 zadzwonił do mnie mój szef:
- E, wysyłałeś mi jakiś sms?
- Nie, a co?
- A bo właśnie doszedł do mnie jeden sms od ciebie...
Wszystko by było ok, gdybym się pomylił i wysłał wiadomość do niego zamiast do mojej lubej czy innej osoby, problem w tym, że nie wysyłałem niczego, a w momencie, kiedy szef otrzymał sms (o 10:58), wracałem właśnie z porannej kawy w barze, telefon zaś leżał na stole w kanciapie szumnie zwanej biurem. Największym problemem była jednak kompromitująca mnie treść smsa, w którym zwracałem się do pana S w związku z zakupem większej partii towaru za plecami mojego szefa...
Sytuacja co najmniej kafkowska - z jednej strony szef, który ma dowód w postaci smsa, że robię coś bez jego wiedzy, z drugiej strony ja, świadom faktu, iż nie wysłałem niczego!!!
Cały jebany dzień wisiałem na telefonie, tłumaczyłem się, szukałem dowodów na to, że jestem przecież niewinny (bilingi na stronie operatora telefonii komórkowej), kiedy zadzwonił szef i powiedział mi, że rozmawiał z managerem producenta obuwia, który naopowiadał mu niestworzonych historii o moich kontaktach z panem S!!!
O kurwa, to mało powiedziane, jak się czułem w tym momencie... W jednej chwili wszystko stanęło na głowie, plany i wizje poszły się fuckać, mogłem sobie zacząć rezerwować bilety do domu. Sraczka jednym słowem!
Przypomniała mi się wtedy pewnien mail, którego nie mogłem oficjalnie zdobyć, który polecono mi sprokurować za pomocą serwisu fake e-mail (podpowidział mi to ten sam manager od niestworzonej historii). W googlach znalazłem przynajmniej pięć stron, które oferują usługi typu fake sms! Zalogowałem się na jednej z nich i za 1,35 ojro wysłałem fake smsa, jako dowód na to, że istnieje możliwość otrzymania smsa bez wysyłania go z telefonu.
Penis, za 1,35 ojro można człowiekowi zniszczyć życie! Witamy w 21. wieku.

p.s. po nitce do kłębka udało mi się oczyścić z zarzutów i dojść do osoby, która na 99% wysłała wiadomość do mojego szefa.