środa, stycznia 31, 2007

yyyy cos zrobilem, ale nie wiem, co


cos tam pozmienialem w tym blogu i teraz nie bardzo wiem co hehehehe

jestem w zagrzebiu, jak juz wiecie :) caly dzien chodzilem po miescie, wygrzewalem sie na sloncu, opijalem sie kawami, zajadalem burekami... i zastanawialem sie nad tym, czy to miasto jest wystarczajaco duze, by nie spotkac przypadkiem kogos znajomego... i spotkalem!!! kolege z zagrzebskiej polonistyki, z ktorym jechalem zz grazu do zagrzebia!!! straaaasznie dziwna historia heheheh

czasem mam wrazenie, ze zagrzeb to miasto pedalow... podobnie jak tuzla zreszta... a moze to taki poludniowy lajfstajl, ze kolesie pucuja sie przed lustrem,godzinami ukladaja fryzury, pachna najlepszymi perfumami i ubieraja sie w najdrozszych sklepach... czasem mam wrazenie, ze to geje, bo tutejsze kobiety to prawdziwe gwiazdy :) wszystkie zrobione na bostwo, by przyciagnac uwage spedalonych mezczyzn eheheh

chodzilem dzis caly dzien bez celu, snulem sie po zagrzebskich ulicach, po slonecznym dworcu pelnym mlodziezy srednioszkolnej wracajacej do domu, po zatloczonych bazarach, po pustych placach, po parkach, krazylem tramwajami i ... miliony mysli, obrazow przewijaly mi sie przez glowe, a ja czulem sie cuuuudownie wolny, dziwnie zniewolony, chyba jestem chory psychicznie :)

uciekam na jakas kawe, posnuc sie w nadziei na...

wtorek, stycznia 30, 2007

Superma(rci)n

Superman po pracy ... albo przy pracy? :o)

eeeej chyba zyje jeszcze heeheheh

booook cattivi!!!!
jestem w zagrzebiu - miescie ludzi mowiacych kaj zamiast co hehe
czuje sie przeszczesliwy, jestem pelen optymizmu i opijam sie moja wolnoscia aaaaaaaaaaaaaaaa nie macie pojecia jaki jestem szczesliwy!!!! aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa hihihih
wpadlem na chwile tylko, zeby sie z wami podzielic moim szczesciem i uciekam na kawe!
trzymajcie sieeeeeeeeeee, wkrotce szerszy komentarz :)

papaapapapapap

niedziela, stycznia 28, 2007

Buone cose


Buona fortuna e buon viaggio,
Buona sesja, buon esame, buon studio, buone cose, Buona giornata, buon appetito, buon (comple)anno,
Buonanotte.

i wyjezdzam

reeeety, jak sie dziwnie czuje. mam autobus za kilka godzin, podroz trwa zaledwie 3 godziny, a ja... mam jakas treme, jakbym pierwszy raz w zyciu jechal autobusem heheh moze dlatego, ze to pierwszy krok w nieznane... brrrrrrr... straaaszne uczucie!

powoli zaczynam myslec o powrocie do domu :) choc jak pomysle o mieszkaniu katem u mojej siostry... przechodza mnie jeszcze wieksze dreszcze hehe wyglada na to, ze pisana jest mi tulaczka hehe marcin - wieczny tulacz :) aaaaaaaaaaaa chcialbym sie pozbyc tego uczucia...

uciekam! papa

putovanja

ej, cattivi!!!!
po 11 godzinach w samochodzie dotarlem do grazu... tutaj nie ma sniegu!!!! gdzies za wiedniem konczy sie strefa zimy :)

podroz przebiegla bez wiekszych problemow, no, moze poza 7 autami na poboczach/rowach. masakra!!!!
przespalem sie na kolejnym nieswoim lozku (cholernie niewygodnym), a wieczorem uciekam do zagrzebia! choc wciaz jeszcze zastanawiam sie nad autobusem do ancony... wyjezdza dzis wieczorem! troche zmniejsza sie koszta, ale strace okazje zobaczenia zadaru i proooom! zawsze marzylem o tym, by rzucic sie z promu do morza razem z plecakiem, troche poudawac, ze to tak przypadkiem, a pozniej zanurkowac i juz nigdy nie wyplynac... cholera, taka okazja!!! :)
trzymajcie sie, do przeczytania wkrotce :)



sobota, stycznia 27, 2007

Może to największe
wypowiada się milczeniem?
Jak kosmos?
słowo
to pozór?
próba uchwycenia
nieuchwyconego?

podejrzliwosć wobec słów
że stawiaja fałszywe drogowskazy
prowadzą w slepe zaułki

wodzą na pokuszenie

R.K.

piątek, stycznia 26, 2007

idem u picku materinu

:) czas stad znikac! juz nie moge sie doczekac zagrzebia, zadraru, promu, ancony... mam nadzieje, ze sie nie rozczaruje i nie bede musial jechac do englandowa... bljak

zobaczymy...


Bella mossa, Bersani!

I have 2 good news:

1 ) The Italian Government is actually doing something: (in Italian)

Corriere della Sera

2 ) A couple of weeks ago a rinomated researcher from the University of Formosa called me. He asked me if I was interested with writing an introduction to a new blog, dedicated to an important thinker-writer of our times. I was also asked to write the notes to the works that would be published soon. I accepted with pleasure, of course! You can read the blog here (in Italian):

Link

The blog aims to spread the words and thoughts of the Eminent Goose around the world, so, in case you like it, you are allowed to give the link to others. Of course, since it has such a specifically literary subject and form, and is not "for fun", the site would be fully understood and appreciated only by people with a basic knowledge of the matter of letters, and by those, of course, who have a high IQ. Nevertheless, as the thoughts of the Great Bird are usually dedicated to the crowd itself, even dull people would find some relief and pleasure in this site.
The blog, up to now, is still an incunabola, as you may notice, and there will be no everyday posting; you are to consider that beyond this work lay the efforts and hopes of researchers from all around the world, and that there are pages and pages to be translated and studied.

I send you a smile, a hug, a kiss and a pat.

czwartek, stycznia 25, 2007

al bar


Fajnie byłoby się tu codziennie spotkać, się napić pyszną czekoladą i jeść jabłecznik...

środa, stycznia 24, 2007

Odchodzą Wielcy..


Był moim autorytetem, od momentu, kiedy znalazłam na półce u taty zżółkniałe już książki z lat 70. o dalekim świecie. Zafascynował mnie! Na początku były to dla mnie książki, w których bardzo ciekawie opisywał historię, wydarzenia z przeszłości. Później, kiedy bardziej świadomie zaczęłam czytać jego historie odkryłam ich bogactwo. Przybliżał nam świat, który widzieliśmy w wiadomościach, taki nieludzki, on go uczłowieczał i próbował zrozumieć. Pierwszy raz widziałam go na spotkaniu we Wrocławiu i uderzyła mnie jego przeogromna wiedza i niesamowita skromność, on po prostu chciał się podzielić z wszystkimi tym, co widział, przeżył i myślał o świecie. Moją pamiątką z tego spotkania jest autograf w "Hebanie" napisany srebrnym długopisem...
Bardzo mocno wrył mi się w pamięć jego wykład o globalizacji w Muzeum Architektury we Wrocławiu, byłam zachwycona wszystkim, co mówił, jego wiedzą i niezgodą na taki świat. Odkryłam wtedy człowieka, który stał się dla mnie bardzo ważny, kształtował moje myślenie o świecie i, myślę, że to odkrycie sprawiło też, że zaczęłam takie właśnie studia. Decyzja, której nigdy nie żałowałam! Wtedy chciałam „zostać Kapuścińskim”, podróżować i uczłowieczyć stosunki międzynarodowe. To on zafascynował mnie Ameryką Łacińską i pokazał mi całe jej bogactwo..
Smutno mi teraz oglądać jego zdjęcie w czarno-białych kolorach i świadomość, że straciłam takiego wspaniałego nauczyciela...
..non omnis moria..z pewnością Mistrzu!
Szerokiej drogi..


„życie trwa
istniejemy“

Ryszard Kapuściński

Arrivederci Ryszard...

Se n'è andato Kapuscinski. Che dire, era una di quelle poche persone con le quali mi sarebbe sempre piaciuto fare due chiacchiere, davanti a una tazza di caffè. Sarà per la prossima volta. Addio Ryszard.

http://www.corriere.it/Primo_Piano/Spettacoli/2007/01_Gennaio/24/nicastro.shtml

wtorek, stycznia 23, 2007

Co to jest?

Co to jest?
Chi lo sa per primo vince una cioccolata calda al Mleczarnia.
:P

E. E. Cummings

Jestem zachwycona, zakochana - on sie nazywa E. E. Cummings, znacie go?

http://www-scf.usc.edu/~thier/ee/
albo tu: http://www.geocities.com/soho/8454/eec.htm

aaaAAAhhhHHHH!
Pieknie jak on gra ze slowami. Brrrr! Grrrrr!
Noapte buna bellissimi Cattivi!

poniedziałek, stycznia 22, 2007

Egzamin

Zdalem dzisiaj egzamin z literatury angielskiej. Byla to czesc pierwsza, druga bedzie za 20 dni.
Dostalem 27/30, i we Wloszech to znaczy "prawie piatka", to dobra ocena, ale i tak nie jestem zadowolony. Bo kurcze blade, to niesprawiedliwe! Pani profesor sie usmiechal przez caly egzamin, i "tak tak" mowil, i z glowa tez (nie wiem jak to sie mowi), i potem, co napisal na zeszycie? Tylko 27! No i wtedy sie wkurzylem troche, powiedzialem profesorowi, ze to niesprawiedliwe, bo w koncu, kurce blade, zajmowalem sie caly miesiac Miltonem i Swiftem i Shelley itd! Ale on nie chcial mnie sluchac, i troche sie pobilismy. No i wtedy on nie mial zadnych problemow dac mi piatke, tylko w nos, a nie na zeszycie. Ja wtedy troche sie rozplakalem, powiedzialem mu, ze dobrze, 27 w koncu to nie jest bardzo zle, i tak naprawde, nie jest zle, bo moj kumpel Alcest dostal tylko 24, ale chyba go nie liczy, bo nie mogl dobrze odpowiadac, poniewaz przez egzamin mial kanapke w ustach.

Jak wrocilem do domu powiedzialem mamy cala sprawa, i powiedzialem tez o ocenie Alcesta, bo ja mialem wiecej. Ale nie dzialalo, i mama powiedziala, ze poniewaz sie pobylem z profesorem, dzisiaj na kolacje nie bede jesc budyna. Kurcze Blade!

beh

kolejna niespodzianka... moja kulejaca mama w koncu wyladowala w szpitalu... teraz musze po nia jechac, a tym samym nici z dzisiejszego wyjazdu do babci :(

ale nie o tym mialem pisac... ciagle zapominam napisac o mojej bosniackiej gwiezdzie na zaciagnietym chmurami niebie tuzli haha pani sprzedawczyni z merkatorka o wdziecznym imieniu MINETA. i wyobrazcie mnie sobie, jak wam przedstawiam moja przyszla zone: Ivan, to jest moja narzeczona... haha

dobra, ide juz do tego szpitala...

niedziela, stycznia 21, 2007

wroclaw... finalmente oppure no??

i wrocilem do wroclawia, do domu... przywital mnie smrod spalonego miesa, powybijane szyby w drzwiach, spiacy ojciec, kulejaca matka i spracowany lokator. znowu spalem w nieswoim lozku (bo od kilku miesiecy sypiam w cudzych pokojach, cudzych domach, cudzych lozkach). po raz kolejny sie nie wyspalem, bo smierdzialo spalonym miesem, bo sie obudzilem o 4 rano i nie moglem sie uwolnic od mysli, obrazow i slow, bo lozko jest niewygodne i krotkie, bo smierdzialo kadzidelkami, ktorymi chcialem zabic won spalonego miesa, bo, bo, bo...

z balaganem w glowie, z balaganem w zyciu, z balaganem w pokoju, z balaganem w sercu, z balaganem w rodzinie... z balaganem...
sprawy sie komplikuja coraz bardziej, coraz bardziej nie wiem, co robic, coraz bardziej jestem niepewny moich decyzji, coraz bardziej jestem niepewny moich uczuc... coraz bardziej...

z kazdym dniem nabieram perspektywy, widze szerzej, widze wiecej, widze wyrazniej... widze, ze czas zaczac nowy rozdzial. wloski etap mojego zycia :)

mam nadzieje, ze sobotni wyjazd do zagrzebia pozamyka pewne rozdzialy, iz wlochy pozwola mi odnalezc sens zycia, pozwola zabezpieczyc sie finansowo, dadza mozliwosc nauczenia sie tego jezyka z calym mnostwem articoli (gli articoli), dadza odetchnac od syfu, w ktorym zylem przez ostatni miesiac. jezu, jak sie ciesze!!!

abstinency

Had a coffee, finally. Feels good. No sign of unpleasant side effects.
Yet.

sobota, stycznia 20, 2007

Qualcosa di strano

C'è qualcosa di strano nell'aria. Sarà che in cucina sta cuocendo il ragù per le lasagne, sarà che a mia madre è venuto il mal di pancia per via dello jogurt al limone e in bagno manca la finestra. Insomma, c'è qualcosa di strano nell'aria. O forse è che sono riuscito ad entrare nel blog dopo anni di tentativi, e mi sudano le ascelle dall'emozione. Non so. Fatto sta che son qui, per la gioia di tutti i cattivi di Wroclaw e non solo. Qui con voi, eppur lontano... Ah! un tal dolore mi assilla il cuore! Sapervi lì tutti quanti... tra dip e té tedeschi,
con la chitarra e i testi
di Cecco De Gregori,
insieme, a fare i cori!
E Alice che vi intona
piosenka jej ulubiona...
(juz wiedziecie, Grazie Roma!)
E io son qui a studiare, in simbiosi con la seggiola. Scomoda.
Scusate lo sfogo rimato, ma avevo promesso ad Alice che avrei risposto per le rime alla sua storiella colorata.
E' una sensazione strana, pensare a voi. Sapere che i tuoi migliori amici sono a più di mille chilometri da te è sconvolgente. E poi aver voglia di abbracciarli tutti, o anche solo di vederli, per un attimo, e sapere che non puoi... Dziwna, niesprawiedliwa rzecz to zycie. Ale co mamy oprocz niego?

Na razie.
ODT

Tutti gli ochi fanno quaaak

Purtroppo non avevo l'OcoDiTurno, quindi ho messo il PavoneDelParcoCesso a Warszawa. Fa lo stesso, no?





Un giorno pubblicheranno un diario, una via di mezzo tra il Diario di Anna Frank e le cretinate di Melissappí intitolato
Quak: le Saggezze dell'Ocoditurno. Finalmente anch'io potró dire di conoscere una persona famosa.

piątek, stycznia 19, 2007

dzis jest ostatni

wracam do polski!!!
cena mojej samotnosci byla jednak zbyyyyyyyyyyt niska! ladnie podziekowalem i dzis wracam do polski :) mysle, ze na tydzien, a poznije jade do wloch... najprawdopodobniej do maceraty, ale zobaczymy...

dziwne uczucie... z jednej strony straaaasznie sie ciesze, ze wyjade z tego dzikiego kraju, z drugiej trace swoista stabilizacje... znowu wszystko na wariackich papierach, znowu trzeba bedzie sie martwic o finanse, o znalezienie pracy...

etap mojego zycia, ktory mozna nazwac tuzlanskim, nauczyl mnie kilku rzeczy. przede wszystkim szacunku dla pracy, swoistej pokory finansowej (mam na mysli organizacje wydatkow etc.), szeroko pojetej samodzielnosci... i czegos, o czym wam nie moge powiedziec :)

i wszystko sie jakos ulozy!!!

dzisiaj o horoskopach i wrozbach... po raz pierwszy poszedlem do "wrozki" we wrzesniu zeszlego rogu. bylo to w zenicy, a wrozka nazywala sie murveta (kurveta). tak sie jakos zlozylo, ze z moja ciotka bylismy u jej znajomej na kawie... i byla tam kobieta, ktora czyta z fusow... sprobowalem "dla jaj"... przerazilo mnie to, co slyszalem z jej ust, poniewaz mowila mi o tym, w jakiej sytuacji sie znajduje, jakie mam aktualnie problemy i co mnie czeka. z poczatku podchodzilem do jej interpretacji mojej przyszlosci z duza doza sceptycyzmu... ale powoli jej slowa zaczely sie sprawdzac! byc moze byl to efekt tzw. samospelniajacej sie przepowiedni, ale wszystko potoczylo sie tak, jak przepowiedziala...
pozniej byla historia z horoskopem w "jutarnijem listu"... tez "dla jaj"... ale pewne rzeczy sie sprawdzily :) nawet czesto sie sprawdzalo... do srody :) kiedy mi napisali, ze szef doceni moje zaangazowanie, ze z praca bedzie ok hahaha
jaki jest wniosek? ano taki, ze mimo wszystko nie nalezy wierzyc w takie pierdoly, bo jest to miecz obosieczny... raz sie sprawdzi, a raz nie...

a dzis jade do domu i jestem przeszczesliwy, bo wiem, ze wracam do cywilizacji, bo wiem, iz jade szukac swojego szczescia :) bo tu w bosni z pwenoscia bym go nie znalazl :)

i takim podnioslym akcentem zamykam tuzlanski etap mojego zycia... miejmy nadzieje, ze bedzie mi jeszcze dane napisac cos w naszym blogu :)

a dupa!

czwartek, stycznia 18, 2007

ogólna depresja

Chyba jest to normalne, bo jest zima.
Ale ... wszyscy sa zestresowani, zdenerwowani, nerwowi i nie do wytrzymania (ja też, oczywiście!).
Mamy egzaminy, pracy, korki, kolokwia, stres z profesorami, ból głowy, za wysokie rachunki, kolegów wiesniaków oraz arogancką współlokatorkę, nie mamy pieniędzy ani ochoty, chcę sie nam spać i brakuje nam / tęskniemy za partnerem, jest nam zimno i cholernie wieje, rower jest zepsuty, ludzie są głupi, autobusy i tramwaje smierdzą, jesteśmy w dziwnym kraju, nie ma słońca (a nasze okna i tak są brudne) mamy dziury w spodniach a rośliny umierają, nie mamy czasu na nic, spotykamy się za rzadko, nie uczymy się polskiego / włoskiego, zapominamy zjeść obiad, jemy za dużo czekolady, che się nam płakać

... ale WSZYSTKO B
ĘDZIE DOBRZE!

ten dzien ostatni

odpowiedzi wczoraj nie bylo, lecz dzis z pwenoscia sie czegos dowiemy...

to ja moze powiem kilka slow o "kolegach i kolezankach z pracy". allora, przede wszystkim maja nietuzinkowe poczucie humoru spotykane raczej wsrod mlodziezy wszesnoszkolnej, a nie doroslych ludzi kolo 27 roku zycia. przyklady: przytrzymywanie drzwi, nabijanie sie z jakis tam wpadek etc.
oprocz tego maja doskonale rozwiniety zmysl szpiegowsko-plotkarski. nasluchuja, podgladaja, a pozniej na milion roznych sposobow komentuja, wypaczaja zaslyszane historie, wyolbrzymiaja je etc. i pozniej usmiechaja sie niewinnie, i robia slodkie oczy, kiedy sie do nich zwracasz...
"koledzy i kolezanki z pracy" bardzo chetnie liza dupe kazdemu, kto cokolwiek znaczy w tej firmie... i przekazuja strategiczne informacje tymze osobom, byle komus dosrac, byle wykazac, ze JA jestem lepszy/a. PORAZKAAAAAAA

uaaaa wlasnie mialem rozmowe z dyrektorem... odpowiedz bedzie kolo 16... ale ze wzgledu na warunki finansowe chyba polece... yyy... troche przegialem, bo chcialem wiecej pieniedzy, niz ta firma jest mi w stanie ofiarowac. z drugiej strony... jestesmy w fucking bosni!!!

troche sie boje...

p.s. standardowe wyposazenie zimowe aut w bosni oprocz lancuchow obejmuje tez worek z piaskiem i lopate... bez komentarza :)

środa, stycznia 17, 2007

Aniele Boży

È venuto il prete a benedirci la casa. Ho colto l'occasione per imparare qualche preghiera in polacco. A me piace l'Angelo di Dio, quindi ve l'ho messo qui. In Polacco fa persino rima!
Speriamo non si offenda e ci protegga davvero.

Aniele Boży, stróżu mój,

Ty zawsze przy mnie stój.

Rano, wieczór, we dnie, w nocy

Bądź mi zawsze ku pomocy,

Strzeż duszy, ciała mego,

zaprowadź mnie do żywota wiecznego.

Amen.

Storia insensata della bimba colorata

C'era una volta una bambina che era sempre vestita tutta di rosso o di rosa o di violetto o di arancione o color fuchsia.
Abitava in una casa che per fuori era gialla, ma nella cameretta della bambina i muri erano rosa e le tende erano rosarossoviolaarancioni e bianche.
Inoltre portava un paio di occhiali rossi, d'estate non usciva se con un cappellone rosso in testa e andava in bicicletta, anche quella rossa.

Le stava anche bene per carità, tutto sto rosso, viola, rosa e arancione. Avendo i capelli neri come la pece, un po' di colore le donava. Poi non era vero che era sempre vestita di arancionefuchsiarossorosaviola. Aveva anche un sacco di magliette gialle, verdi, blu e persino nere!

E il pigiama era beige e non fuchsia. Poi di calzetti rossi e arancioni ne aveva solo due paia. Non si poteva mettere solo quelli, altrimenti sai che puzza...
Le scarpe invernali della bimba erano marrone scuro, guarda un po'. D'estate andava in giro con delle scarpe di tela color muschio.
Le mutandine erano nere, azzurro baby o giallo narciso - a Capodanno pero' erano categoricamente rosse.

Lo zaino era nero nero, con due belle strisce riflettenti e una lucina rossa lampeggiante per quando andava in giro in bici (rossa) di notte.

Gli asciugamani della bimba erano bianchi candidi, azzurro cielo, blu, color crema... quelli bordeaux - sí ne aveva anche di rosso bordeaux - non le piacevano perché erano troppo grandi e grossi.

Il cielo era azzurro e il sole d'oro e la bambina felice e colorata.

tristesse










... jeszcze tylko 3 miesiace

oto jest dzien...czyli o pamieci

ktory dal nam Pan, weselmy sie i radujmy sie nim... czy jakos tak to szlo... nie pamietam...

rety, nie pamietam juz tak wielu szczegolow z wroclawia, z naszych kolacji i spotkan, a co dopiero z dziecinstwa! troche mnie to przeraza! poraza mnie tez wybiorczosc pamieci, uaaaaaaa, czuje sie, jakbym mial cenzora w glowie hehe

dzis sie dowiem, co bedzie z moja praca... czy zostaje w tuzli na dluzej, czy wyjezdzam... hmmm... nawet nie mam pojecia dokad mialbym pojechac... chyba do wloch... zobaczymy!



wtorek, stycznia 16, 2007

disse Cechov

"Se temete la solitudine non sposatevi." Anton Cechov


de solitudine

dzis o cenie samotnosci

juz jutro sie okaze, ile kosztuje ludzka samotnosc... mam wrazenie, ze zbyt tanio sie sprzedalem...

caly ten przyjazd do bosni i praca znaczaco wplynely na mnie, moje zycie osobiste, plany etc. w momencie, kiedy decydowalem sie na wyjazd do bosni, mialem 400 euro w kieszeni, mialem pewne zobowiazania finansowe w polsce, mieszkalem z kobieta mojego zycia, bylem przeszczesliwy, ale bez kasy i pracy. jak wszyscy wiedza, nie ma pracy dla tych, ktorzy jej nie szukaja, dlatego tez musialem sie ruszyc, pojechac do (skadinad pisanej mi chyba) tuzli i zaczac zarabiac na siebie. innymi slowy zderzyc sie z brutalna rzeczywistoscia zycia "doroslego" (po wakacyjnej sielance zakonczonej miesiecznym pobytem w akademiku). w chwili rozstania z luba przeczuwalem, ze cos jest nie tak (nauczony kilkumiesiecznym doswiadczeniem bycia z nia), ze to sie posypie, ze dla niej taki zwiazek nie ma sensu. ale postawilem na jedna karte, bo kiedy juz jest sie "doroslym", ma sie swiadomosc pewnych rzeczy, mechanizmow etc.

i sie posypalo... juz po dwoch tygodniach byl zgrzyt, a po miesiacu praktycznie nie bylo o czym gadac... mimo wszelkich moich wysilkow... jak to kiedys kafka napisal: nie mozna sie bronic, jesli druga strona nie ma dobrej woli czy jakos tak... zderzylem sie z jej brakiem dobrej woli.

a teraz stoje po raz kolejny sam przed moim zyciem, ktore rozwiera sie jak jakas kilkudziesiecioletnia (bo ile mi jeszcze bedzie dane zyc?) paszcza, patrze mu w twarz i nie wiem, co robie, co zrobilem, co bede robic...

gdy patrze na ostatnich kilka miesiecy mojego zycia, widze ciagle zmiany... i nieczego nie jestem juz pewien. brak mi stabilizacji emocjonalnej, materialnej, jakiejkolwiek. jutro zas dowiem sie, czy zostane w bosni. mimo iz moja "partnerka" jest pewna, ze tu zostane, zastanawiam sie teraz: a co by bylo, gdyby? co bym teraz zrobil? pytam samego siebie: czy te wszystkie zmiany warte byly kilku papierkow z podobiznami nieznanych bosniackich pisarzy (no, na jednym papierku jest noblista Ivo Andric, ale rzadko sie go widzi w obiegu)? bo wciaz mam wrazenie, ze sprzedalem najbardziej fascynujaca kobiete mojego zycia, a juz jutro sie dowiem, jak jest cena mojej samotnosci...

poniedziałek, stycznia 15, 2007

Swiety MikolAga

Zobaczcie co dostalam od polskiego MikolAga!
:)

the day after yesterday

innymi slowy poweekendzie pelne niespodzianek... w srode sie dowiem, czy zostaje w tuzli... trzymajcie kciuki!!!

odbylem kolejna weekendowa podroz - tym razem do zagrzebia! 5 godzin w autobusie i jestem w cywilizacji :) jestem z rodzina, jem domowe obiady, spotykam sie z noooormalnymi ludzmi!!! beh byloby fajnie, gdybym w ciagu 5 godzin mogl przyjechac na weekend do wroclawia.... :(

ale nie otym chcialem, mowic... allora, czy juz mowilem o wszechobecnym syfie, jaki tu panuje? nie moglem uwierzyc w to, ze rzeczka, ktora sie ciagnie wzdluz drogi z tuzli do orasja jest taaaaaak zasmiecona!!! w pewnym momencie zaczalem sie zastanawiac: czy te wszystkie worki / reklamowki etc. wiszace na galeziach, te wszystkie butelki walajace sie po brzegach rzeczki, te wszystkie wiadra i inne duperele, czy naleza juz do pejzazu przyrodu, czy jeszcze nie? wypadaloby zapytac tubylcow, co mysla o takim sposobie ozdabiania srodowiska naturalnego :)

caly ten syf praktycznie wtopil sie w pejzaz przyrody! worki przybraly bylejaki kolor, butelki pokrylo mul... i wszystko wyglada, jak element przyrody... taki troche zbedny, ale... co kraj ,to obyczaj!

no! ponarzekalem sobie troche! a teraz do rzeczy! jak bylo w zagrzebiu? supeeerowo :) lato w srodku zimy, masa ludzi na ulicach, ciagly ruch i zamieszanie! piekne kobiety i miliony zapachow w powietrzu (od grzanego wina po pieczone kasztany... i zapachy pieknych kobiet aaaaa hihhi).
taka chwilowa odskocznia od malomiasteczkowego zycia w tuzli :)

a w przyszlym tygodniu... beh... chyba zostane w tuzli... chociaz myslalem o wyjezdzie do slavonskiego brodu... hmmm zobaczymy.... ej ludziowie!!!! a moze by sie tak ktos pofatygowal do mnie??? :( zostawiliscie mnie samego na pastwe losu i bosniackich dzikusow, che cattivi siete voi hihih

spadaaaaaam! baci e bacinini e baciniinienki!!!
Alice, napisz mi, jak bylo na nowym roku w leczarni!!!! dzieki za zyczenia!!!!

sobota, stycznia 13, 2007


Nuova moda 2007

piątek, stycznia 12, 2007

di tutto


oggi ho finito una storia... penso che ho finito... speriamo perche era troppo lunga! sono stanco di sentire... beh... non ho voglia di parlare di questo...

kolejna zmiana planow... nigdzie nie jade dzisiaj, zadnej imprezy nie bedzie :( dopiero jutro rano jade autobusem :( no, ale tak juz wyszlo...

Ivan, jak mozesz mowic, ze staro-cerkiewno-slowianski jest trudny? to najpiekniejszy jezyk na swiecie hehehe tylko nikt nim juz nie mowi, bo wszyscy powymierali :) jak dinozaury! zanim znalezli odpowiednie koncowki, zanim sie porozumieli - nie bylo na co polowac... i umierali z glodu! eh, czego was ucza na tym erasmusie heheeh

powodzeniaaaaa!!! z zaliczeniem!!! p.s. nie mow nikomu: czy moze mnie pan zaliczyc? e conesso con sesso!!!

Il sole e l'amore

C'era una volta una bellissima città.
Bella, pur non essendo molto verde e pur essendo sempre piena di placow budowych. Anche al sole piaceva molto questa città e già ai tempi ai quali Dio esisteva ancora il sole aveva deciso che Wroclaw sarebbe diventata la sua residenza estiva. Aveva sempre avuto un faible per l'Europa dell'Est (diciamo che gli piaceva la wodka), quindi Wroclaw, anonima città della Polonia, gli andava a pennello.

D' autunno il sole abitava a Parigi, che però col passare dei secoli era diventata una città sempre più snob. Inoltre ci abitava quello scemo di un Luigi che, arrogante com'era, si faceva chiamare Re Sole. Ma si può?! Quindi il Sole decise di trasferirsi a Wroclaw per passarci anche l'Autunno.

A Novembre a Wroclaw cominciava a far freddino. Il sole era indeciso sul da farsi. Avrebbe potuto andare ai Caraibi, come previsto. Aveva già fatto stampare il biglietto d'aereo alla sua amica Elisa (lui la stampante non l'aveva mica, però aveva tanti amici; tutti lo amavano, il sole, tranne quelli che avevano l'allergia). Insomma, la valigia era aperta sul letto, ma lui non aveva voglia di partire. E perchè poi? Ai Caraibi c'erano tutte quelle ****** in topless colle tette pendenti o siliconate, che gli facevano venire il ribrezzo. Meglio stare qui a scaldare le mani dei suonatori di flauto e del fruttivendolo all'angolo colla Kollataja. Qui la gente mi vuole più bene, pensò, e rimase a Wroclaw tutto l'inverno.

Poi arrivò la primavera, i fiorellini, l'erbetta verde, i germogli, gli uccellini e le farfalline. Il sole capì che si era innamorato. Di Wroclaw e della bella signorina nell'ufficio turistico sul Rynek.
"E allora cosa fece?", voi tutti chiederete. Ma questa e' una sorpresa che in segreto vi dirò.
Lui fece una casetta piccolina a Wroclaw, con vasche e pesciolini e tanti fiori di lillà. E tutte le ragazze che passavano di là dicevano "Che bella 'sta casetta a Wroclaw!"

E così, da quel giorno, il sole rimase a Wroclaw. Per sempre, perchè l'amore è per sempre. Come i diamanti ancora sporchi di sangue di De Beers.

ZALICZANDO....

Ja tego nie rozumiem! Tylko zapytalem czy moglby pan mnie zaliczyc bo chyba nie udaje mi sie napisac egzamin Staro-Cierkiewno-Slowianski, bo to przeciez bardzo trudno dla Hiszpana, bo "jestem obcokrajowcem" "jestem z programu Erasmusem" "nie mowie po Polsku" i tyle oszustwa ktore znam, ale.....no ten pan jest straszny! surowy!! ...no i to mnie zrobil! aaaaaahhhhh boli!!!..... ale prosze pana....a co to ma znaczyc?.... i tak dostane zaliczynie???? :))

ptasia grypa

juz dawno minely czasy, kiedy spoleczenstwo zylo fobia szerzacej sie ptasiej grypy, a ja sie nia wlasnie zarazilem :( na poczatku bolalo mnie gardlo, teraz zaczyna mi ciec z nosa... a ja siedze w biurze i zastanawiam sie, kiedy mi zacznie kapac na klawiature :)

pada deszcz, jak w ex jugoslowianskich teledyskach, a czas sie niemilosiernie dluzy... juz sie nie moge doczekac 16! po setnej zmianie planow okazalo sie, ze jednak jedziemy autem do zagrzebia, jupiiiiiiii!!!! a to oznacza, ze chyba pojde na jakas impreze urodzinowa, jakiejs tam kolezanki, ktora raz w zyciu widzialem, ale to nic, bo chodzi o to, by sie napic hhehehe

do poweekendzia!!!

czwartek, stycznia 11, 2007

i tak dalej

i nic ciekawego sie nie wydarzylo, i nic sie nie zamierza wydarzyc... no, poza praca, ale o tym mi sie nie chce gadac (tlumaczenie jakis spotkan, konferencji - bueeeee).

na szczescie jutro po pracy wyjezdzam! i jade bezposrednio na impreze do zagrzebia :) hihi

z zycia obyczajowego:
codziennie w pracy slysze okolo 200 razy: dzien dobry, jak sie masz? ilez mozna?!? za kazdym razem, kiedy ktos przyjdzie, slysze: dzien dobry, jak sie masz? za kazdym razem, kiedy gdzies pojde, slysze: dzien dobry, jak sie masz? grrrrrrr i co ja mam odpowiedziec? rano: yyy jestem niewyspany, w poludnie: chce mi sie siku, kolo 13: napilbym sie kawy, o 14:teraz do dupy, o 14:30: o dziekuje, juz lepiej! aaaaaaa spierdalaaaaac!!!!

rozmawialem dzis z jedna kolezanka z sarajeva. mieszka tu juz od 5 lat... potwierdzila moje obawy dotyczace bosniaczek... sa strasznie cieeezkie w obyciu :( ale jedno jest pewne! moja zona nie bedzie zadna bosniaczka!!!! hahaah

i boli mnie gardlo, shit!

środa, stycznia 10, 2007

Pszczola Maja

oficjalna wiadomosc

Pszczola Maja wroci do uli we Wroclawiu jutro baaardzo rano, o 5:00.
Koniec wiadomosci.

Adesso una poesia dal significato profondo:

"Kochani
Torno domani"


A voi di interpretarla come volete.
Bacioni!

dzien ktorys z kolei

goood morning bosnia!

juz prawie piatek i wyjezdzam :) nie moge sie doczekac, kiedy zobacze zagrzeb - miasto KLADIONIC :) poniewaz co 50 metrow znajduja sie zaklady sportowe (kladionica) i wszyscy zyja sportem... niestety tylko wirtualnym, cyferkowym hehe kazdy wie, jakie byly wyniki ostatnich spotkan w lidze mistrzow, NBA etc. co drugi mieszkaniec zagrzebia to hazardzista heeh

a ja wlasciwie jade na grzane wino! zamierzam je pic w duuuuzych ilosciach, zeby uzupelnic zapasy heheh i zeby zobaczyc osoby, ktore znam troche dluzej niz 2 miesiace, z ktorymi jestem jakos spokrewniony :)

nic ciekawego sie raczej nie dzieje (poza praca, ale o tym nie zamierzam opowiadac)...

kupilem sobie wczoraj modeline, to chyba zla wiadomosc dla was :) bo pozniej dostaniecie jakies takie cos z modeliny w prezencie i ani tego nie mozna wyrzucic, ani odmowic przyjecia hahah

uciekam!
trzymajcie sie cattivi! buon studio Alice! baci ed besos!

wtorek, stycznia 09, 2007

another day

beh, un giorno nuovo, un giorno in passa (czy jak to sie tam mowi)

allora, znowu niewiele brakowalo i byloby... krhkrrkhhrkkrhr... ztabraklo kilka sekund, a pisalbym do was ze szpitala. na szczescie nic sie nie stalo! dziwne uczucie, kiedy ma sie swiadomosc, ze kilka sekund dzielilo mnie od wypadku. nogi sie troche trzesa, oczy szerzej otwieraja, bljak!

zyje juz tylko wyjazdem do zagrzebia. odliczam godziny do wyjazdu :) zobacze sie tam ze znajomymi, wroce na chwile do cywilizacji :) i troche poszaleje, yyyy, miejmy nadzieje :)

odkrywam nocne zycie tuzli... udalo mi sie (wlasciwie mojej partnerce hehe) znalezc jeden, jedyny, jedyniutki, jedyniusienki normalny klub, z normalna muzyka, z w miare normalnymi ludzmi, z normalnym wystrojem, normalny po prostu hehe tylko troche zadymiony... kiedy zaczynaja nam lzawic oczy od dymu, to znak, ze trzeba sie ewakuowac :)

Alice, Malalcice, Cattivalice... co ja Ci moge powiedziec? nie mar-cin sie!!! wszystko sie ulozy! i z praca, ktora piszesz, i odpowiedz sie znajdzie... trzeba tylko cierpliwie czekac. na wlasnej skorze sie przekonalem, ze zycie plata nam przerozne psikusy. zabralo mi tuzle we wrzesniu, oddalo mi ja na poczatku pazdziernika (mam na mysli perspektywe pracy itd.), ze nie wspomne o moich perypetiach z kolezanka w zielonym (ze zdjecia BALCAN CONNECTION)...

ale ja sie nie mar-cin, bo raczej wszystko sie uklada pomyslnie... no, troche klamie hehe mar-cin-twilem sie troche, ale juz mi przeszlo :)

trzymaj cie sie, uciekam do pracy! :)

domani - dopodomani - tra due anni

Przyszlosc-
mialabym spac, ale pisze tu... Cattivalice.
Tylko ze wlasnie myslalam, gdzie bede mieszkala, kiedy bede "dorosla". W Polsce? W Niemczech? We Wloszech? W Berlinie? Na wsi? Czy tam gdzie jest slonce, czy tam gdzie jest las?

The answer my friends is blowing in the wind - tylko ze ja nie umiem czytac wiatru. A oprocz tego tu nie wieje, ale pada.

* Dobranoc kochani! *

poniedziałek, stycznia 08, 2007

le foto





a teraz kilka zdjec :) nowy sad noca, zepsute banany po 3 zl za kilogram, choinka obwieszona proszkami do prania (przed fabryka proszkow hehe), i jakis koles z litera S na piersi hehe

caly czas mam wrazenie, ze czegos tam jeszcze nie dopowiedzialem... eh
malalice, buon studioooo!
baci

after paradise - before hell


Cattiviiiii!
Come va?

Wrocilam wczoraj z Wloch. Dusza mnie boli bo chcialam tam zostac.. ale tez tesknie za wam wszystkich i ciesze sie, ze niedlugo wracam. Nie wiem dokladnie kiedy ale za max 3 dni.

CattivoMarcin! Fajnie, ze codziennie mozna czytac o twoje cattiverie!
Io dovrei scrivere la tesi, ma se riusciro', scrivero' anch'io qualcosina qui, cosi' la mia vita privata sara' resa pubblicissima. Le nostre vite in internet - hmmm.

Spadam,
buziakoni a tutti!
Alice Cattiva

badnjak show

allora il giorno 9, czyli o poweekendziu

(albo o prawoslawnym bozym narodzeniu z rodzina w nowym sadzie)

zeby dostac sie z tuzli do nowego sadu, trzeba troche pokombinowac, bo wciaz nie ma bezposrednich polaczen do serbii (pewnie jakas trauma powojenna).

droga do bijeljina spodobalaby sie poszukiwaczom mocnych wrazen, poniewaz wiedzie przez piekne gory (przypominajace poniekad karkonosze we wczesnej fazie przedsniezkowej) pelne pol minowych, zakretow i przepasci. pasmo gor oddzelajace federacje od republiki stanowi rowniez swoista granice kulturowa, przechodzimy bowiem z islamu w prawoslawie.

ale nie o tym chcialem pisac! kilka slow o BADNJAK SHOW :) i o tym, jak wyglada prawoslawne boze narodzenie w patriarchacie. role sa od wiekow podzielone:
kobiety w swoim naturalnym srodowisku zajmuja sie gotowaniem i pieczeniem ciast, mezczyzni natomiast (rowniez w swoim naturalnym otoczeniu) caly dzien okrecaja prosiaka na roznie, zalewajac sie sliwkowymi destylatami zwanymi rakija.

dzien dluzy sie niemilosiernie (jak kazde swieta), uplywa leniwie na rozmowach, pracach domowych i innych przyziemnych blablabla. a wieczorem show! czyli palenie badnjaka (taka jakas galaz debowa z liscmi, ktora wrzuca sie do ognia - w naszym przypadku bylo to ognisko po prosiaku). yyyy... no i to bylo na tyle, jesli chodzi o wigilie...

pierwszy dzien swiat to generalnie obzarstwo i rozmowy przy stole... co sie je? hmmm oczywiscie prosiak!!! pieczone prosie to podstawa wyzywienia pracujacych mas miast i wsi hehe

(tak w wielkim skrocie opisalem te swieta, bo kurcze to juz jest skandal, zeby tyle siedziec i pisac, a i tak cattivi nie czytaja, poza Ivanem)

aha, zapomnialbym! nie obylo sie bez cyrkow w drodze powrotnej heheh
nie mialem autobusu do bijeljiny, mimo ze dzien wczesniej pytalem: CZY W NIEDZ KURSUJE BUS DO BIJELJINY?! widocznie pani z informacji byla cattiva i chciala mi zafundowac przygode z dostaniem sie do tuzli, ale na szczescie wujek zawiozl mnie tam samochodem :) i nawet zdazylem do domu na wiadomosci heheh

do jutra!
p.s. wkrotce beda zdjecia z podrozy :)

piątek, stycznia 05, 2007

dzien nastepny

wyjezdzam dzis do nowego sadu! uffffa chwila oddechu w troche bardziej cywilizowanym kraju :)

Alice, dove sei??? come stai e come va? quando torni? spero che tutto vada bene...
ci sentiamo!!! bacinini :)

wracajac do bosni i jej dziwnosci... mysle, ze bede miec powazne problemy z zalatwieniem karty stalego pobytu. stopien sformalizowania tego procesu mnie po prostu przeeeeraza! co kilka tygodni dostajemy wykazy dodatkowych dokumentow do dostarczenia itp. koszmar!!! z drugiej strony rozumiem wszystkie te procedury, przeciez w bosni chca sie osiedlic miliony bezrobotnych europejczykow! zarobki sa tu na tak wysokim poziomie, bezrobocie tak niskie... poludniowe eldorado hahaha

troche danych statystycznych:
srednia pensja kolo 614 KM (jakis 307 €)
srednia emerytura/renta 280 KM (140 €)
bezrobotnych ... kolo 40% ?? (sam Allah tego nie wie)
chleb 1KM
kawa 1KM
obiad od 5 do 7KM
mycie auta 5 KM
itd. straaasznie tanio!

wracam do pracy, baciiiiiii! ci sentiamo in prossima settimana!


czwartek, stycznia 04, 2007

il coccodrillo come fa...

dzien 5...

praca... yyy... nic nie mam do roboty... gazeta... yyy... w "jutarnjim liscie" przeczytalem, ze styczen to najgorszy miesiac w roku, bo po swietach, bo 31 dni, bo nie ma kasy itp. zaczalem sie zastanawiac, co za idiota pisze takie artykuly? jesli nie miales/as depresji - najlepszy sposob, by ja zdobyc :)

oczywiscie przeczytalem moj horoskop na dzisiaj :) przynjamniej jest ktos na swiecie, kto wie, co powinienem robic, czego unikac itp. tym razem mam unikac alkoholu, co w perspektywie mojego jutrzejszego wyjazdu do nowego sadu i belgradu jest dosyc dziwnym zbiegiem okolicznosci hehe

eeej cattivi, co sie z wami dzieje???

środa, stycznia 03, 2007

pikczersy





kilka pikczersow z tuzli :) centralny plac, na ktorym byl organizowany sylwester, w 3 ujeciach i pole minowe haha na tabliczce trupia czaszka z napisem mines :)

dzien 4

dzien 4...
wedlug japonczykow pechowa cyfra... nie widze roznicy miedzy dniem nr 3 a 4... tkwie w tym samym gownie! ... a nie, przepraszam, przestalo padac!

deszcz odkryl kolejne dziwnosci tego kraju, a mianowicie brak kanalow odprowadzajacych deszczowke... nie polecam chodzic po miescie, a w szczegolnosci chodnikami przy glownych trasach :) pozytywna strona - nie ma smoguuuuu!!! przynajmniej nie smierdzi!

podobnie jest ze sniegiem, kiedy juz spadnie, czeka na lepsze i cieplejsze dni, az sie roztopi (na chodnikach oczywiscie).

do kolezanki chicharry: chwilowo nie dysponuje zadnymi zdjeciami kobiet (poza jedna, ktora znasz hehe), ale jak cos znajde na necie, bezzwlocznie zamieszcze :)

a tak i zapomnialem dodac, ze od kiedy przyjechalem, nic sie nie zmienilo... mam depresje, ale powoli z niej wychodze. nie draznic mnie grrrrrrr

allora, in questi giorni non so perche vivo... sono come una macchina... mi sveglio ogni mattina, mi lavo, faccio la colazione, vado al lavoro, torno dal lavoro, vado a prendere il caffe, torno, guardo la tv, leggo un po, faccio il bucato, vado a letto...
ogni fottuto giorno faccio lo stesso... per fortuna leggo un po, pero non lo cambia tanto! quando vado in citta a prendere il caffe, lo prendo da solo! i bosniaci sono stranissimi!!! non so perche, ma fino a oggi non sono riuscito a parlare con nessuna ragazza!!! oltre alcune quando chiedevo dove e qcosa etc. sono troppo chiuse per me e prevalentemente sedono a casa!... shit!
oppure io non so parlare con loro... beh...
scappo! baci
oppure io non so parlare con loro... beh...

wtorek, stycznia 02, 2007

allora


stary meczet w tuzli
allora

z tymi polami minowymi, to sobie nie myslcie, ze ich jest tak jakos strasznie duzo!!! ciagna sie wzdluz drogi jakies 3, no moze 4 kilometry kolo... hmmm... ciezko powiedziec kolo czego... to miejsce nazywa sie ARIZONA. takie misateczko handlowe, w ktorym mozna kupic wszystko!!! od odziezy D&G, Armani czy inne shity po uszczelki do Ursusa!

co ja tam ostatnio powypisywalem?? cos o balaganie... mysle, ze slowo bylejakosc bardziej odpowiada temu, co sie tu wyprawia architektonicznie i topograficznie...

no bo kurcze, jak mozna budowac domy zaraz kolo drogi, nie ogradzac ich, robic jakies dziwne place kolo domu (ani to parking, ani zajazd - jakas dziwna nieokreslona przestrzen). zupelnie niepojete!!! ale to jeszcze nic!!! na trasie z orašja do tuzli jakis idiota wybudowal dwupietrowy dom handlowy obok kurnika!!!

poza tym wioski nie maja okreslonych granic, zachodza jedna na druga... dzicz na maksa hehe wjezdza sie do wioski x (bo tylko tubylcy wiedza, jak sie nazywa) i taka wioska sie ciagnie przez 15 kilometrow... i nic! nie ma zadnego znaku, nie ma drogowskazow... a jak sie juz wyjedzie na jaks glowna trase, to nie wiadomo dokad jechac? albo w lewo, albo w prawo. jak zobaczysz tubylca, to pytaj: a ktoredy na grunwald? :)

a czym sie objawia tymczasowosc? hmm
1. tymczasowosc polityczna - bosnia i hercegowina sklada sie z dwoch panstw:
a) republika serbska zamieszkala przez serbow z wlasnym rzadem i flaga
b) federacja bosni i hercegowiny rowniez z rzadem i flaga
od "95 tak sobie trwa ten tymczasowy podzial hehe

efekt jest taki, ze w jednym kraju sa dwa podpanstwa, trzy flagi, trzy grupy etniczne (chorwaci, bošnjaci - muzulmanie i serbowie), odrebne swieta i nikt nic nie wie :)

2. tymczasowosc obywatelska - czyli: "a jakos to bedzie" albo "aby do przodu"

3. tymczasowosc budowlana - wybuduj dwupietrowy dom i zamieszkaj w nim bez wykonczenia, postaw ogrodzenie wokol dziury w chodniku i nie lataj jej... itd.

ale zeby nie bylo, ze ciagle marudze :)

jedzenie jest super! chleb, mieso czy lokalne dania (raz na 3 tygodnie, bo jedzenie bureka albo ćevapow codziennie jest lekka przesada).
przyroda - powala swoja pieknoscia (ale tylko tam, gdzie jest nietknieta reka dzikusow - mam na mysli zanieczszczenie odpadami).
kobiety... mysle, ze serbki i chorwatki sa piekniejsze... :)


koniec opisu, jesli sa jakies pytania... hehe



dzien nr 3 trwa... pada deszcz... i nic sie nie dzieje... siedze w pracy i gapie sie w kursor... probuje cos do mnie powiedziec, ale ja go nie rozumiem hehe nie mowie w kodzie binarnym hehe

wczoraj cos mi sie stalo z kolorem liter i niczego nie widac, mam nadzieje, ze dzis wszystko bedzie ok :)

tekst testowy

poniedziałek, stycznia 01, 2007

welcome to bosnia


3, 2, 1, START

eeeej CATTIVI!!!! dobro došli!!! ruszamy z programem blogowania, bo troche nam sie posypala nasza grupa - wszyscy gdzies powyjezdzali i sie nie odzywaja... mam nadzieje, ze w ten sposob bedziemy w ciaglym kontakcie, troche podyskutujemy, powyglupiamy sie i powspomagamy psychicznie, bo na tych zasadach opierala sie nasza przyjazn (i nadal opiera, choc siedzimy dziesiatki kilometrow od siebie). bede pisac po polsku, czasem po wlosku... do rzeczy!

pierwsze moje refleksje noworoczne:
uaaaaaaa ja chce do domu, ja chce do cywilizacji...

moi cattivi, nie zdawalem sobie sprawy, ze ten powrot bedzie az tak ciezki! przed wyjazdem cieszylem sie, ze zobacze moj pokoj, poczuje zapach mojej odziezy (hihi glupio to brzmi)... a tu na dzien dobry depresja!!!

wystarczylo, ze przekroczylismy granice z chorwacja i wjechalismy do bosni... od razu mialem ochote wyskoczyc z samochodu!!! i rzucic sie na pole minowe, ktore rozciagaja sie wzdluz drogi do tuzli... w dalszych notatkach bede sie wam staral przyblizyc obraz tego dziwnego kraju, abyscie zrozumieli, co was czeka, kiedy tu przyjedziecie hehe

skad ta depresja?? przede wszystkim z braku znajomych w tuzli. poza tym ja tego kraju nie rozumiem, nie potrafie przyzwyczaic sie do wszechobecnej tymczasowosci i balaganu architektonicznego czy topograficznego. jutro wam to wyjasnie, bo za chwile wracam do domu:)

blogoslawieni wy wszyscy, ktorzy mieszkacie w europie (czy to A - stara unia, czy to B - nowa dziesiatka)!

papapa