piątek, kwietnia 27, 2012

dziwy nad dziwami

dziwy się jakieś dzieją w mojej byłej ojczyźnie nad wisłą, bo kato-talibany przejmują kontrolę nad zwykłymi ludźmi - nad tymi w kiosku, za ladą w sklepie czy aptece. już nawet prezerwatywy nie można kupić, bo fundamentaliści mają prawo nie sprzedać. czarni funkcjonariusze rzymskiego systemu zmienili linię frontu i już zza lady walczą o życie, a z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pobłogosławić żołnierzyka, idącego zabijać po afganistanach, irakach czy innych polach walki...


dupa



środa, kwietnia 25, 2012

przerwa na papierosa

pan z fajką w gębie




po naszym pierwszym wspólnym spacerze po Senju doszliśmy do wniosku z Martiną, że coś jest nie tak, bo na ulicach, na skwerach czy to w kawiarniach brakuje kobiet. miasto samców czy jak? chodząc po ulicach sypiącego się powoli miasteczka, przyciągaliśmy ciekawskie spojrzenia tubylców komentujących pod nosem, czasem pod wąsem, turystowskie nasze spacerowanie. dopiero pierwszy dzień w pracy otworzył mi oczy i mogłem sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w Senju nie ma kobiet? ponieważ większość z nich pracuje...


poniedziałek, kwietnia 23, 2012

morze nasze morze

rybak na puszczy wersja 2.0


wagon 427

zepsuta neonówka mruga do mnie porozumiewawczo, wypełniając swoim zimnym światłem...


oderwane myśli znalezione w niedokończonych postach. miałem coś napisać o pociągu Venezia - Krzyżowice, ale nie wyszło...

45. równoleżnik

podobno Senj jest miastem przeklętym. nikt tu nic nie robi od czasów cesarskokrólewskich. młodzi wyjeżdżają, starzy umierają, turyści niczym plaga pojawiają się wraz ze słońcem, a następnie znikają przy pierwszych zimniejszych podmuchach boreasza. nowych miejsc pracy raczej brak, a plan gospodarczy na każdy rok wygląda następująco: złupić turystów, aby wystarczyło do następnego sezonu.
ale to chyba cała Chorwacja tak ma, że nikt nic nie wie, nikt nic nie robi, czeka się tylko na ojro od turystów.


byłem dziś na kawie w kawiarence crni lik (po polsku mogłaby się nazywać pod czarnym zbirem). bardzo ciekawe miejsce, ponieważ, jak to w Senju bywa, uczęszczane głównie przez starszych panów w wieku przedemerytalnym/emerytalnym/przedgrobowym. lubie chodzić w takie miejsca i przysłuchiwać się rozmowom stałych bywalców,  mam wtedy wrażenie, że wrastam w lokalną tkankę miejską, jakbym był stąd.
w tym przeklętym mieście na 45. równoleżniku czas się zatrzymał w nomen omen 1945 roku, bo wiekowi bywalcy komentowali wydarzenia dla nas minionej wojny, dla nich z kolei tamtej wojny. dziwili się ironii życia, bo podobno tutaj przeprowadziło się po wojnie kilka osób, które przeszły przez Jasenovac, chorwacki obóz koncentracyjny, a Senj przecież był miastem ustaszów. wyszedłem...



piątek, kwietnia 20, 2012

takie tam

odkurzyłem folder ACTA na moim komputrerze i znalazłem kilka piosenek Edyty Bartosiewicz. ktoś ją jeszcze pamięta? ostatni kawałek, jaki słyszałem z jej udziałem to chciałbym umrzeć z miłości w duecie z Arturem Rojkiem. mniejsza o to.
był kiedyś taki hicior na pierwszych miejscach niedzielnych trzydziestotonowych top list, nazywał się ostatni. ulubiona piosenka do przytulania się dojrzewających nastolatków ostatniego normalnego pokolenia sprzed epoki gejfonów i innych wynalazków. ale nie o tym chciałem pisać.
jest kilka piosenek (wśród nich jest właśnie ostatni), które przypominają mi o holokauście. cholernie głupio brzmi połączenie wolnego kawałka z czasów dojrzewania z holokaustem, ale jakoś tak wyszło, że akurat słuchałem kasety z nagranymi hitami z radia, a wśród nich był właśnie ostatni, kiedy czytałem anus mundi czy inne książki o tematyce obozowej.
zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób przekażę wiedzę o holokauście moim dzieciom, o ile je kiedyś będę mieć, w jaki sposób ja się o tym dowiedziałem, czy kogoś to będzie w ogóle obchodziło za dwadzieścia lat, kiedy jakiś hiperfejsbuk stworzy wirtualny zamiennik życia codziennego.
eh... nie zastanawiam się już więcej nad niczym, idę na pogadać z żoną.

ludzie to jednak gupie som, hej!