środa, lutego 28, 2007

in spe


tak, jestem nedzarzem!
bo kazdego dnia zebrze o slowo,
bo kazdgo dnia modle sie o zdanie,
a kiedy dostaje jalmuzne gorzka niczym piolun,
wyciagam reke po jeszcze,
przeklinajac samego siebie,
bo prosze,
bo dostaje... blogowanie czas zakonczyc!

wtorek, lutego 27, 2007

Siedzę i siedzę przy komputerze i czytam i myślę i czytam .. i codziennie dochodzę do przekonania że tak mało wiem. Tutaj chodzi o Kant, Habermas, Platon, tam o Freud, Heidegger i XYZ a ja nic z tego nie znam. Czy powienienem studiować philosophię? Chyba tak. Bo jak się zrozumie do końca to, co oni mieli do powiedzenia, to chyba się rozumie wszytko – prawie. Trrrr trrr trrrr – to tylko kołeczki mojego mózgu. Bardzo głośno tam jest, bo jest cały pusty - tylko w rogu jest krzyczący pytajnik.

poniedziałek, lutego 26, 2007

pricajuci sa sljepcima


ja juz nie moge! nie mam juz sily sluchac wszystkich tych banalow, historii z zycia wzietych, pseudointelektualnych wywodow o polityce, ekonomii... nie mam juz ochoty wdawac sie w jalowe dyskusje o gownie, jego skladzie, konsystencji etc. a kiedy milcze... jestes smutny? dlaczego nic nie mowisz? mam wrazenie, ze mowie do siebie...
a we mnie sie gotuje, a we mnie sie przewraca, a we mnie wrze... grrrrrrrrrrrrrr

z rozmow o polityce:
... bo we wloszech nowy ustroj jest taki (berlusconi go zmienil oczywiscie): kto wygrywa wybory, ten je de facto przegrywa... oh, nie! upadl rzad prodiego, co teraz bedzie?
z rozmow o ekonomii:
... tak, bo we wloszech to wszyscy otwieraja towarzystwa ubezpieczeniowe, kradna i oglaszaja bankructwo... i fundusze emerytalne tak samo...

a kiedy zapytam o fakty... yyyyy... nie wiem, powtarzam to, co ludzie mowia...
wniosek:
wysoko rozwinieta kultura oralna pewnych ludzi w duzej mierze opiera sie na wiedzy zaczerpnietej z krazacej wiesci gminnej. i oni sie uwazaja za tych swiatlych...
o kako je lepo biti glup!

smierdze psem...
nie mowilem wam, ze mieszkam z przeogromnym psem (wazy kolo65 kg)... ktory sie strasznie slini... i smierdzi... i jest strasznie glupi hehehe
et omnia vanitas

sobota, lutego 24, 2007

la fortuna bacia me sulla bocca


wczoraj mialem ciezki dzien... kiedy poszedlem do toalety, by zalatwic mala potrzebe, zupelnie przypadkowo spojrzalem na moje narzady rozrodcze, wlasciwie chcialem na nie spojrzec i... i nie zobaczylem nic!!! nie widzialem nic poza brzuchem!!! wygladam jakbym polknal pilke do koszykowki!!! hahhahaha wkrotce nie bede mogl zobaczyc moich stop!!!

generalnie plan na marzec jest taki: jak mi sie znudzi, wracam do domu!

p.s. czy potraficie sobie wyobrazic sie w sytuacji, w ktorej kokietuje was 60letnia panna o slodkim imieniu: alfonsina? az boje sie nastepnego spotkania...
che sarà, sarà...

piątek, lutego 23, 2007

ma idite svi u PM





haloooo, juz mam doooosyc!!!! wtorek - san benedetto, sroda - macerata, czwartek - macerata, camerino, piatek - ancona? nie dziekuje! podobnie mam z jedzeniem... bueeeeeeeeee

wrazenia? brak... wszystko, co mnie otacza splaszczylo sie, stracilo kolory, wyrazistosc, nietypowosc, jednym slowem ucodziennilo sie... wszystkie te miasteczka, wioski, gorki, pagorki, drzewka, budynkeczki, uliczki, samochodziki przewijaja sie jak jakas scenografia w grze... jedyne, co mnie tu fascynuje to morze... i stefania :) ooooo jak mnie ona fascynuje :) dawno tak nie mialem hihihihih
wracajac do przyrody... bardzo mi sie spodobalo camerino! miasteczko uniwersyteckie polozone w gorach przypominajacych czasem karkonosze, czasem gory hercegowiny, velebit... gory okolic camerino :) krajobraz karkonoski - lysawe wzgorza porosniete trawa, quasikosodrzewina; doliny poprzecinane polami, drzewami i gospodarstwami, od czasu do czasu jakis las. krajobraz hercegowinski / velebitski - strome wzgorza wyrastajace z ziemi, zamieszkale u podnozy, pokryte karlowatym lasem, poprzecinane kamieniololomami... czyste w przeciwienstwie do bosniackich siostr :)

slow kilka o Martinie :)
podczas mojego ostatniego pobytu w zagrzebiu Martina zabrala mnie na spotkanie z jakas zakazana chinska pisarka (nazywala sie chyba Hui)... dawno sie tak nie ubawilem obserwujac ludzi stojacych w kolejce po autograf, wyczekujacych w napieciu na moment, w ktorym bedzie im dane zblizyc sie do idola, dotknac go, zamienic kilka slow, uwiecznic sie w kilkuset kilobajtach cyfrowego zdjecia, wymienic nieszczere usmiechy, pokiwac glowa i odejsc.
a co mysli sobie taki pisarz z kraju kwitnacego srodka czy innej korei? patrzac na caly ten cyrk swoimi skosnymi oczami... hui mnie to obchodzi hahahahah
ale to znowu nie bylo o Martinie :) hihihi

czwartek, lutego 22, 2007

Dolina Rospudy


To nie do wiary, że Jan Szyszko (PiS) jest ministerem środowiska! „[...] powinien pełnić funkcję ministra trasportu gdyż wspiera budowę autostrad przez bezcenne przyrodniczo tereny, nie uwzględniając aspektów środowiskowych” (GW / Wikipedia) NO TAK! Jak można?! Ja już „niieee chcęęęę ...” (M.Zygadło).

O co chodzi? Chodzi o Dolinie Rospudej, jest to bezcenna dolina rzeki Rospudy koło Augustowa.

“Dolina Rospudy is one of the most natural preserved places in Poland, many rare and even endangered species of animals and plants live there. There was a plan to make a natural reserve in Dolina Rospudy - now they want to build the Via Baltica through that area.

Więcej informacji IN ENGLISH: http://www.darzbor.v24.pl/via-baltica/index.html Podpisuj się!

Po Polsku: Link
→ → →

poniedziałek, lutego 19, 2007

sempre verso il mare!



zycie jest piekne!!!

w piatek - niewypita wieczorna kawa w civitanovie, spacer po miescie dziwnie mlodym, pelnym gowniarzy palacych pierwsze papierosy, calujacych sie po lawkach; spacer przez park wypelnionym dziwnym ptasim gwarem, pusta droga do morza, martwa plaza i to slone powietrze... zapach wzburzonego morza o zmroku jest tak silny, odurzajacy. czuc w nim sol, ryby, owoce morza, zenskie organy plciowe.

w sobote - San Benedetto za dnia! i morze mieniace sie milionami kolorow! w zaleznosci od pogody, stanu morza, moich zdolnosci odrozniania kolorow jest niebieskawe, blekitne, zielone, turkusowe, granatowe... w nocy raczej czarne :) ale zawsze fascynujace, porazajace swoim ogrooomem!

port w san benedetto bardziej przypomina plac zabaw niz miejsce, gdzie statki znajduja schronienie przed falami :) falochrony bowiem, oddzielajace przestrzen portowa od morza, to rzad betonowych klockow poukladanych starannie przez jakies megadziecko :) falochron pelni rowniez funkcje mola... na betonowych klockach mlodziez zostawia swoje wiadomosci swiatu: kelly, ti amo! andy, ti amo, non scordare! russ, ti voglio tanto bene! non scorderò mai! piccolo e piccola hanno capito cosa significa amore! cos'è amor?! etc. poza tym koty, wszedobylski zapach uryny... bljak!

pizza w pedaso :) biala z owocami morza :) rewelacja!!! przez ostatnie 2 tygodnie odkrylem cale mnostwo smakow! poczawszy od smazonych oliwek nadziewanych mielona ryba, przez krewetki, malze, matwy, kalamarnice, smazona wolowine na czosnku z rozmarynem, miliony serow, makaronow, sosow... orgazm dla kubeczkow smakowych, problem dla organow trawiennych :)

p.s. halo, ludzie, co wam jest?! nie zmaierzam sie jeszcze zenic! tylko sie zastanawialem... hehehe

niedziela, lutego 18, 2007

Saturday Night

Saturday Night dee na nee na nee dana naa pretty baby
siadam przy komputerze (plecy moje plecy)
słucham muzyki (Sophie lovely Sophie)
czytam o intercultural communication (grrrrr cholerny grrrrr)
chciałabym z wami interkulturalnie komunikować

Jeste
śmy naprawdę wszędzie: we Warszawie, w Pedaso, w Carpenedolo, w Toledo, w Barceloni i we Wrocławiu.
L'asse del Male, scusate: della Cattiveria.
La Cattiveria conquista il mondo! ^^
Spadam, bo bedzie coraz g
łupszy. Trzymajcie się!

piątek, lutego 16, 2007

de nada

san benedetto - perla adriatyku :) mialem tam spotkanie w sprawie pracy z pewnym politykiem... yyyy... wiecej nie moge powiedziec, ale zobaczymy, co z tego wyniknie...

bardzo ciekawe sa roznice miedzy kapitalizmem staroeuropejskim a pokomunistycznym! we wloszech nie jest niczym nadzwyczajnym, ze ktos odziedzicza lub przejmuje po ojcu/matce firme, pracuje w niej, rozwija ja itd. w porownaniu ze stara europa - cala nowa 12 to terra nuvoris (ros. ziemja nuvoryszov, chorw. zemlja tajkuna hehehe)! kazdy jest na dorobku, kazdy pedzi, pracuje, bo nigdy nie mial, a tutaj... tez sie pracuje, tez sie dorabia, ale jakos spokojniej, bez obnoszenia sie ze swym bogactwem... a moze po prostu gubi sie ono wsrod tych wszystkich domow, rezydencji etc. innymi slowy powszechnego bogactwa :)

slow kilka o kobietach (madrosci zaslyszane od poludniowych machos):
1. sa trzy typy kobiet:
pobozne
marzycielki
kurwy
2. kobieta gotuje, siedzi cicho... i cos tam jeszcze... pewnie nie jeczy, kiedy macho ja bije!

a jesli o mnie chodzi, to zastanawiam sie nad malzenstwem z rozsadku... mam nawet swietna kandydatke tu na miejscu :) i ktorej nie jestem obojetny... ktora nie rzyga na moj widok, ktora sie mnie nie brzydzi etc. ... sam nie wiem, przeciez nie mam nic do stracenia!

czwartek, lutego 15, 2007

Cantando de André e gli 883

Jestem zachwycona północem. Konferencja była świetna. Może będziemy (jako JBN) mieli nowego partnera: Ośrodek dydaktyczno-muzealny Świdwie. Jest tam piękny, a nie tylko ośrodek jest piękny...

Po konferencji przyjechał Andrea i byliśmy w Świnoujściu i w Międzyzdrojach. Zobaczylismy żubrów i innych zwierząt w takim zoo. Bardzo nam przykro było ich tam zobaczyc, bo mieszkają w małych klatkach. Na tablicach jest napisany, że nie mogą życ w wolności, bo byli chorzy albo zostali sieroci... nie wiem czy tego wierzy
ć, czy nie.
Spacerowalismy w lesie do zmierzchu, potem znowu spacerowalismy na plażu. Morze jest piękny, w nocy jeszcze bardziej: czarne i tajemnicze.

Więc spędzilismy dzień zakochanych (bleeeehhh) w naturze: świetnie pasowało, bo trzeba kochać naturę :)
Teraz muszę się przemóc do napisania pracy, bo inaczej nigdy nie zdazę jej napisać.
Martino! Oh ma che bello l'amico polacco!! ;) Jak było w San Benedetto?
Cieszę się na czekoladę i rozmowę, Agita :)
Ivan, oddaj słonce!
Ciccio, gli esami? Oczywiscie che ti ho trzymato i kciuki.
Bacioni a tutti sparsi per il mondo!

+ De André e gli 883 sono cantanti italiani che hanno visto crescere tutti gli italiani più o meno giovani di oggi e che ci hanno accompagnati lungo le spiagge di Świnoujście e Międzyzdroje.

i vratih se u zivot :))


hellooouuuu... puk, puk, jest tam kto?

powrzucalem troche zdjec do starych opisow, kto sie pofatyguje, ten zobaczy wlochy widziane oczyma mojego telefonu :)


jade znowu do san benedetto :) trzymajcie kciuki - rozmowa w sprawie pracy :)


p.s. ej ljudovi, necete vjerovat!!! u italiji borat ce bit tek od 2.03. a ja sam ga gledao u sugavoj bosni tamo negdje pocetkom prosinca!!!
p.p.s. na slici sancto sabino u Fermu :)


środa, lutego 14, 2007

una serata a macerata


:) eeeeeejjjjjj cattivi!!!!
ieri sera sono stato a macerata... non posso dire precisamente dove, però sono andato con stella e francesco a un riunione dei giovani poeti italiani (tipo di laboratorio poetico), qualcosa così... il tema dell' incontro era 'il sangue' :) ed alla fine tutti hanno scritto qualcosa... anch' io!!!! hihihhi la mia prima poesia in italiano (diciamo che poesia hehe):

'Il blog dai primi secoli'

In sangue veritas - ha detto Gesù alla nostra ultima cena, troppo ubriaco per capire che stava creando una leggenda del sangue del sacrificio.

hehehe

a osim toga nista se ne dogada, nista se ne zbiva, nema niiiistttaaaaaaa... nie dzieje sie nicccccc, niccccc, niccccc...

aha! zapomnialbym powiedziec: nie jem juz tak duzo heheeheh
p.s. i znowu zapomnialem napisac o Martinie hehe

wtorek, lutego 13, 2007

ma come sei bello

malomiasteczkowosc... jestem tu od tygodnia, a juz jestem rozpoznawany na ulicach, w sklepach!!! aaaa to ten kolega ze studiow z polski, o jaki slodki, o jaki bello... bueeeee rzygac sie chce od tych komentarzy, zostawcie je dla siebie!

kultura oralna we wloszech opiera sie na ciaglym mieleniu jezorem, bezustannym komentowaniu, niekonczacym sie slodzeniu, wiecznym analizowaniu zaistnialych sytuacji, budowaniu wlasnych wyobrazen... siedzac przy obiedzie, slucham o wydarzeniach sprzed 2 lat, ktorych bylem aktorem, swiadkiem, scenografia (mniejsza o to) i nie wiem, o co chodzi? przeciez to bylo zupelnie inaczej, przeciez ja tego nie powiedzialem, przeciez to nie tak... slucham historii nadinterpretowanych, zmitologizowanych, przeinaczonych, ktorych sens zagubil sie w tlumaczeniu z wloskiego na polski... i krew mnie zalewa, i szlag mnie trafia, ale milcze! bo jestem najwiekszym hipokryta na ziemi! macchiavellista, dla ktorego cel uswieca srodki, nawet kosztem wlasnych nerwow...

po raz kolejny przezywam fascynacje seneka... kiedys skoncze jak on :)

poniedziałek, lutego 12, 2007

il carnevale a san benedetto




eeej cattivi!
weekend spedzilem nad morzem w pedaso i san benedetto. przechodzilem kolejne katharsis, ale wciaz tkwie po uszy w gownie... byc moze bede musial wrocic do polski - na stale... ale o tym pozniej... chwilowo korzystam z kazdej minuty tutaj i nie mysle o przyszlosci, przeszlosci...

niedzielny poranek spedzilem sam! nie macie pojecia, jakie to szczescie pobyc samemu choc przez chwile! wybralem sie na dluuuugi spacer (oczywiscie nad morze)... siedzialem, sluchajac huku fal uderzajacych o skaly, smialem sie do slonych kropel padajacych mi na ryj, wdychalem swieze, poranne powietrze pachnace rybami i sola, delektujac sie kazda chwila spedzona w samotnosci :) coz za szczescie nie musiec myslec, nie musiec sluchac, nie musiec odpowiadac... funkcjonowac po trosze niczym ameba :) spacerowalem wzdluz brzegu, po plazy, znajdujac ulamane obcasy, butelki, cegly, luski...
spotkalem bande 'portowych' kotow, ktore chcialy na mnie napasc, ale widocznie sie przeliczyly :) nie bylem bowiem 'nella dimensione italiana'. wiekszosc z nich byla czarna i z dzika przyjemnoscia przebiegala mi droge, zageszczajac mojego pecha :)

po raz pierwszy w zyciu zrozumialem, co to znaczy karnawal! w zadarze (w formie kieszonkowej)i san benedetto (na calego)! ludzie przebieraja sie, wychodza na ulice, spiewaja, tancza, pija... udekorowane platformy leniwie przemierzaja centrum miasta, wraz z tlumem bawiacych sie ludzi :) szal, dziki szal :)

slow kilka o jedzeniu :) wlosi troche przeginaja z jedzeniem! miniony tydzien jadlem wylacznie paste! pasta, pasta, pasta... w kazdej postaci i w duzych ilosciach. nie mowie, ze kuchnia wloska jest zla! ale brakuje mi pewnej roznorodnosci - mam na mysli ryz, jakies ziemniaki (z akcentem na ryz)... ja zdecydowanie czesciej jadam, ale malo. wlosi z kolei rzadko, ale duuuuzo :)

najbardziej mi przypadly do gustu smazone krewetki i oliwki nadziewane ryba -mhmmmm pycha! moja przyszla zona bedzie musiala znosic moje kulinarne fiksacje, poniewaz od czasu do czasu ucze sie tu gotowac heheh

p.s. ho comprato le poesie di charles bukowski in italiano:) volevo prendere le lettere di seneca, pero 17 e è troppo! ancora non lavoro! hihihi
ciao tutti!

niedziela, lutego 11, 2007

AliSMS

Ha ha! my tez mamy fajne SMS od ciebie!:

00:22:38
29/05/06
Porque te pones calzetinas sobre los ojos? Despues vas a sonar que el mundo huele mal...hasta manana, dobranoc, *Alice nel paese dei demoni cattivi*

11:46:34
24/03/06
Hola guapo! Me duelen los dedos, tan fuerte "trzymam kciuki" i me duele la cabeza, tan fuerte pienso en tigo. :)bacio, Alice

(Uwaga, Alice chciala mnie podrywac!!)

21:39:08
21/05/06
To nie do wiary! To juz szczyt wszystkiego! Czekamy tu juz 2 i pol godziny! To nie sprawiedliwe! Jestesmy wkurwieni i zli! i cattivi
Alice

SMS

W komórce mam kolekcję waszych najfajniejszych SMSów.
Na przykład

od Agi, 12.04.06:
"Sara il piacere una cena con il gruppo cattivo! Bede na pewno, napisz prosze co mam przyniesc. Dimmi con chi vai, e ti diro chi sei. :-) Dobranoc, Cattiva! Do jutra"

od Andrei, 09.10.06:
"Hei pani alice. Esteisz w zentre? Jescememy razem? Ehm..."

od Ivana, 21.01.07:
"espinita, cantada por Macaco". Que bien ESTE! Que bien Missouri. Tengo la casa llena de tus bragas. [de la prania] Rafal piensa que soy 'travestito'..."

od Marcina, 03.07.06:
"Cattiva, lo so tutto di Bruno! Allora Bruno era un orso italiano che si era perso in Germania. Era frustrato perx nessuno non li capisceva ecco x uccideva le pecore :)"
Dzi
ękuję!! :o)

piątek, lutego 09, 2007

giuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu


mam juz dosyc! czuje sie osaczony... sam nie wiem, co sie dzieje... chcialbym pobyc choc przez chwile sam, nie gadac z nikim, nie odpowiadac na pytania, nie sluchac, nie myslec... 16 h na dobe obcuje z wlochami, mowie po wlosku, jem wloskie jedzenie, pije wloskie soki, wdycham wloskie powietrze, ogladam wloska telewizje, slucham wloskich piosenek etc. ja chce miec 5 minut spokoju! zeby posiedziec, pomyslec, poczytac, ponudzic sie samemuuuuuu....

bylem dzs w anconie! bardzo sympatyczne miasto:) wdychalem morskie powietrze zanieczyszczone spalinami, delektowalem sie anonimowoscia wielkich (duzych) miast, cieszylem sie z mozliwosci widzenia ludzi na ulicach... w malym miasteczku, jakim jest montegrnanaro, tego nie ma! sa tylko starzy ludzie i marokanczycy...
nawiasem mowiac europa zachodnia sie starzeje, europa umiera, europa weszla w slepa uliczke pogoni za pieniedzmi, wyksztalceniem... w polandowie tego jeszcze nie widac, ale tutaj przeraza brak dzieci na ulicach, mlodziezy w lokalach, staruszkowie w swoich klubach, gdzie graja w karty itp.

uciekam, bo zaczynam smecic... life is piece of shit!

sentite / scandite questa

".... mi pianto sul testo
colla pasta al pesto"



Mi è venuta spontaneamente prima nel chat con Bianca.
Mi piace un sacco perchè esprime la mia vera natura: sono una poetessa morta di fame.
:D

czwartek, lutego 08, 2007

onda ne zelim zivjet dugo


dzis o jezyku, poniewaz mialem dziwny sen po chorwacku:)
schizofrenia dopadla mnie dzis w nocy i odcisnela swoje pietno na zawartosci marzenia sennego hehe
juz od dawna nie mam swojego jezyka i akcentu, jestem bezpanski, nieokreslony, nijaki... slyszalem setki komentarzy na temat tego, jak mowie. niektorzy mowia: aaaa, mowisz jak ktos z nowego sadu; aaaa nie, jak ktos ze slavonskiego brodu; aaaa skadze, jak bosniak; aaaa ja bym powiedziala, ze jak zagrepcanin; aaaa ty jestes ze slowenii?; aaaa bo wiesz, mowisz jak macedonczyk; aaaaa no bo slychac, ze masz wschodni akcent... grrrr
podobnie jest z wygladem. ueeee wygladasz jak niemiec, polak, bosniak, anglik, chorwat...
ludzie, qrva, JESTEM ARABEM, ZYDEM, PEDALEM, PEDOFILEM, ZOOFILEM etc. niedlugo ktos mi powiem, ze swietnie mowie po polsku, jak na marokanczyka hehe
przynajmniej nikt nie komentuje mojego wloskiego... poza: sei molto bravo, parli bene... a ja mam problemy z powiedzeniem: slucham? albo: czy moge ci wsadzic jezyk do ust?:) ehehe
uciekam heheeh

środa, lutego 07, 2007

un giro

kiedy przyjechalem do montegranaro, pierwsza rzecza jaka uslyszalem, byl komentarz: dlaczego przyjechales do najbrzydszego miasta w prowincji marche? pytania oczywiscie nie zrozumialem, poniewaz wciaz bylem pod silnym wrazeniem sredniowiecznego centrum, waskich uliczek, ostrego apeninskiego powietrza (tutaj jest straaasznie zimnooooo!!!!), kolorow (od oliwkowej zieleni, przez azzurro nieba, po niezliczone odcienie brazu)... lecz z czasem pojalem, o co chodzilo :)
w ciagu ostatnich dni widzialem ascoli piceno, camerino, fermo, porto san giorgio, pedaso... i inne miasteczka tego regionu. kazde z nich jest inne, kazde zadziwia swoja uroda, swoja wyjatkowoscia, kazde jest 1000 razy ladniejsze od montegranaro heheeh
ale mnie sie tu podoba :)
mam nadzieje, ze uda mi sie cos znalezc nad morzem! zawsze chcialem mieszkac nad morzem!
tutaj morze ma specyficzny zapach, ma sie wrazenie, ze sie wdycha sol :)

zobaczymy... uciekam. trzymajcie sie cattivi!!!!
Alice, come va? stai bene? scrivi la tesi? impari polacco?
io sono deluso dell' italia! fa freddo qui :) davvero! c'è il sole, però... mi sento freddo sempre:)
baci ed abbracci

poniedziałek, lutego 05, 2007

montegranaro





mam nadzieje, ze uda mi sie opisac wszystko :)
allora, kilka slow o chorwacji:
z okna autobusu mialem okazje podziwiac cala wewnetrzna chorwacje od zagrzebia do dalmacji... nie ma tam nic :) jakies tam wioski, lasy, gorki, pagorki etc. nic specjalnego, nic ciekawego... zadar, z ktorego odplywal moj prom do ancony, troche mnie rozczarowal... niby nad morzem, niby turysci... ale w waskich uliczkach mozna poczuc zapach uryny, czasem zobaczyc sikajacego kolesia... moze dlatego, ze przyjechalem do zadaru w dniu, kiedy zaczynal sie karnawal?? beh...
ale samo miasto jest rewelacyjne!!! takie male, nadmorskie, wlosko-chorwackie miasteczko :) mialem wrazenie, ze jestem na wakacjach :) wciaz sie tak czuje :)
w zadrze poszedlem do fryzjera, by wybadac, jak sie tam mieszka etc. kobieta, ktora mnie strzygla miala jakies dziwne problemy z artykulacja... byla przeslodka hehehe wyglada na to, ze pociagaja mnie kobiety z wadami wymowy hehe

mniejsza z tym! WLOCHYYYY!!! rety, co za dziwny i zroznicowany kraj!!!! jestem w prowincji marche, ktora laczy w sobie wszelkie mozliwe krajobrazy. z jednej strony montegranaro mozna zobaczyc morze, a z drugiej apeniny... wokol miasta jest milion roznych pagorkow, na ktorych poprzysiadly sobie miasteczka, poniewaz kazde wieksze wzniesienie zakonczone jest miastem. centra miasteczek sa przewaznie sredniowieczne, co w praktyce oznacza tysiace waskich uliczek, mikroplace, koscioly, mury etc. jest przepieknieeeeee!!! miasta przypominaja mi bardziej dekoracje filmowe, niz miejsca, gdzie sie rodzi, zyje, umiera...
wloski mnie troche przeraza (szczegolnie lokalny diAlekt), ale powoli sie przyzwyczajam... na szczescie moge odpoczac od jezyka italow w domu:) poniewaz mieszkam u jednej chorwatki ze splitu :) jedynym problemem jest jej pies... trudno mi powiedziec, czy to pies... bo wazy 65 kg (kilka kilogramow mniej ode mnie!!!) i jest przeogromnyyyy!!! bardziej przypomina ciele niz psa heheeh slini sie, smierdzi, skacze na ludzi, ale generalnie jest nieszkodliwy :)

uciekam! trzymajcie sie!!!
p.s. zapomnialem napisac o Martinie :)

niedziela, lutego 04, 2007

do teatra + consigli musicali

oggi si va a teatro! w programie, Pirandello: "l'uomo, la virtù, la bestia". Lubie Pirandello!
Prima del teatro, pizza. Io mangerò un'insalata, sono in fase di depurazione.
Slucham Tom(a) Waits(a) (whatever!) to fajny chlopak, co?czemu nie znalazlem go wczesniej? Tak samo jak Nick Cave... Ah, dla ci, ktorzy lubia Tom(a) Waits(a) (whatever!) jest bardzo dobry zespol z Piterburga, nazywa sie Billy's Band. Super.
Ci, ktorzy lubia 5'nizza powinny sciagnac (kupic?!) albumy Sergeja Babkina, to czlonek 5nizza (ten, ktory gra na gitarze), on wydal 3 albumy jako solyst (?!) jest bardzo dobry, lepiej niz 5nizza. Bardziej ciekawe teksty, muzyka. Podobny do Vysotckiego, i ubiera sie jak Dresden Dolls (nie znacie?!...).

Oto linky: www.billysband.com - www.sbabkin.com - www.dresdendolls.com

Koniec.

Ach, za 2 dni bede mial 25 lat. Strasznie.

robi

sobota, lutego 03, 2007

Rozmówki polsko-włoskie
Cattivo, zobacz, tu masz najważniejszych słów,
których na pewno potrzebujesz w kraju dzikusów:

Dzień dobry! = vattene brutto vigliacco!
Jak leci? = Sei ancora tra i piedi?
Masz piękne oczy = sei bella come un rospo

Myślę, że wystarczy, a jeżeli masz pytanie, napisz mi i ja ci pomagam!
Twój szczerze oddany tandem.

dotarlem na miejsce

allora, jestem we wloszech... dopadlem jakis komputer na 5 minut i znowu nie mam czasu, by napisac, co sie dzialo, co sie widzialo etc.

czuje sie dziiiwnie, jestem bombardowany wloskim, widokami, miastem, ludzmi itd. heh

wlochy sa przeciekawe heeheh
wkrotce dluzszy opis ostatnbich wydarzen :)

piątek, lutego 02, 2007

eeej zyjeeeee

jestem w zadarze, jutro rano w anconie.... mam milion rzeczy do napisania, a brak mi czasu.... ide cos zjesc...

bałwan and friends



No bałwaning?
No comment
No racism
No irony
No i juz
Yes?