pozbawione publicznych toalet miasto zalewa fala bezkarnie szerzacego sie merdyzmu w niezapewniajacych nawet niezbednego minimum na publiczne obanzenia tylka miejscach. pod murem, na chodniku, przy smietniku, za weglem, na rogu kwitna wiosenne kupy nieznanej proweniencji, szerzac wokolo swa fekalna won, mile dla oka widoki w postaci lekko zasuszonych bobkow roznej masci, ksztaltow i wielkosci. obok smieci i walajacych sie po ulicach kondomow kupy, to trzecia najwieksza atrakcja turystyczna wiecznego miasta.
martwa natura 21 wieku...
wtorek, kwietnia 15, 2008
środa, kwietnia 09, 2008
gowno, tampon i Lebensraum
moj lebensraum to kilka metrow kwadratowych pokoju ograniczonych bialymi scianami z lozkiem, szafa, regalem z ksiazkami, krzeslem, to takze kibel, kuchnia, korytarz, a po wyjsciu z domu kilkanascie centymetrow chodnika, kawalek przystanka, miejsce stojace w autobusie, kilkanascie krokow kladki nad tiburtina, chodnik po drugiej stronie ulicy, ulica, zakret, asfalt, biuro, bar, kibel w pracy, wszystko to, co wyzej wymienilem w odwrotnej kolejnosci.
w moim lebensraumie zmiennyni sa twarze sasiadow, przechodniow, podroznych, wspolrzedne smieci na ulicy, psich, czasem ludzkich kup, zakrwawionych tamponow raz w miesiacu, zuzytych prezerwatyw, petow, butow, zagubionych biustonoszy, lisci i innych przedmiotow wypadlych z normalnego obiegu.
i takie tam...
w moim lebensraumie zmiennyni sa twarze sasiadow, przechodniow, podroznych, wspolrzedne smieci na ulicy, psich, czasem ludzkich kup, zakrwawionych tamponow raz w miesiacu, zuzytych prezerwatyw, petow, butow, zagubionych biustonoszy, lisci i innych przedmiotow wypadlych z normalnego obiegu.
i takie tam...
sobota, kwietnia 05, 2008
biednemu wiatr pod nogi
stado związkowców wyszło na ulice ljubljany domagac się podwyżek płac, bo niewidzialny robal inflacji wpierdala ich zarobki, oszczędności, marzenia, bo przepaśc między managerami a fizolami wypełnia morze pensji, bo kasta posiadaczy, bo nie ma, bo ideały, słowa, hasła...
w dyskusji społecznej głos zabierają ekonomiści:
panowie, to nie czas na podwyżki, w ten sposób inflacja urośnie, musicie byc bardziej wydajni, bardziej wydajni, bardziej wydajni...
my was rozumiemy, wiemy, że inflacja to wasz największy wróg, ale musicie byc bardziej wydajni, bardziej wydajni, bardziej wydajni...
bardziej wydajni, jak mój serdeczny przyjaciel, który zbliżył się do średniej krajowej kosztem swojej młodości, by móc zarabiac jebanych 2300 złotych przez 230 godzin każdego miesiąca, każdego dnia tygodnia, każdej pierdolonej nadgodziny...
...
vanitas vanitatum...
w dyskusji społecznej głos zabierają ekonomiści:
panowie, to nie czas na podwyżki, w ten sposób inflacja urośnie, musicie byc bardziej wydajni, bardziej wydajni, bardziej wydajni...
my was rozumiemy, wiemy, że inflacja to wasz największy wróg, ale musicie byc bardziej wydajni, bardziej wydajni, bardziej wydajni...
bardziej wydajni, jak mój serdeczny przyjaciel, który zbliżył się do średniej krajowej kosztem swojej młodości, by móc zarabiac jebanych 2300 złotych przez 230 godzin każdego miesiąca, każdego dnia tygodnia, każdej pierdolonej nadgodziny...
...
vanitas vanitatum...
Subskrybuj:
Posty (Atom)